Tesla zbuduje sieć stacji w Polsce? Na razie ważniejsza jest nowa fabryka baterii

To że od jakiegoś czasu w mediach masowych coraz więcej pisze się o samochodach Tesla, cieszy z dwóch powodów. Po pierwsze, Elona Muska uważam za współczesne połączenie Tomasza Edisona i Henry’ego Forda. Tworzy odważne, nieco szalone wizje, takie jak superszybki transport ludzi nazwany roboczo Hyperloop. Podróż z Los Angeles do San Francisco (570 km) w kapsułach mknących  w rurach z niskim ciśnieniem z prędkością 962 km/h zajmowałaby 35 minut.  Z drugiej strony jest twardo stąpającym po ziemi przedsiębiorcą, który dba by jego firmy były rentowne. Drugi powód jest bardziej osobisty. Będąc na urlopie w Kalifornii zakochałem się w marce. Sporo jeździło tam Modeli S będących idealną realizacją wizji Muska tworzenia masowo dostępnych samochodów elektrycznych, które osiągami i designem dorównują spalinowym autom z górnej półki.

Tu model który ładował się stojąc na parkingu w Monterey w Kalifornii:

130612182333_ladowanie1

 

 

 

 

 

 

 

Tesla w Polsce wydawał się wtedy melodią przyszłości. Dalej tak jest, choć może już nie aż tak dalekiej. Według opublikowanej właśnie przez koncern mapki w 2015 roku na Wisłą pojawią się dwie stacje do ładowania elektrycznych samochodów tzw. Superchargers. Załadowanie baterii do połowy zajmuje niecałe 20 minut i jest darmowe.

Stacje istniejące obecnie w Europie:

Superchargers_lato 2013

 

Te które powstaną w drugiej połowie 2014 roku:

Superchargers_w najbliższym czasie

 

W zimie 2014/2015 roku:

Superchargers_zima 2014-2015

 

I wreszcie kluczowa mapka przedstawiająca sieć Superchargers w 2015 roku. Tu widzimy dwie stacje w Polsce koło Poznania i Łodzi. Zobaczymy czy plan zostanie zrealizowany.

Superchargers 2015

źródło: Teslamotors.com

Widać że sieć skonstruowana jest w sposób przemyślany, przykładem pojedyncze stacje biegnące od południowej Bułgarii przez Serbię i Węgry. Jak to możliwe, skoro dzisiejsza cena samochodów jest zaporowa w Polsce, a co dopiero w biedniejszej Bułgarii, nie mówiąc o Serbii – kraju który wciąż odczuwa skutki wojny po rozpadzie Jugosławii, nalotów NATO i późniejszych sankcji. Przypuszczam że stacje nie są nie tylko dla Bułgarów i Serbów ale przede wszystkim dla niemieckich Turków, którzy tamtędy jeżdżą do Niemiec. Widziałem to wracając przez Serbię z urlopu – droga była wręcz zatkana przez samochody Turków na niemieckich numerach, wracających z wakacji.

Z punktu widzenia długofalowej ekspansji Tesli ważniejsza niż rozwój sieci Superchargerów jest informacja o planach budowy nowej olbrzymiej elektrowni i fabryki baterii zbudowanej we współpracy z firmą Panasonic. Gigafactory zajmie od od 500 do 1000 ha, zatrudniając 6500 tys. osób.

Tesla gigabattery

 

Wszystko po to aby osiągnąć cenę 100 dolarów za jedną kwh baterii, co oznaczałoby zmniejszenie kosztów przynajmniej o 30 proc. Dla porównania, dzisiaj firma płaci za oceanem od 200 do 250 dolarów. Na razie nie wiadomo gdzie dokładnie powstanie Gigafactory. Rozważane są cztery południowe, olbrzymie i słabo zaludnione stany: Teksas, Nowy Meksyk, Arizona i Nevada. Stamtąd gotowe baterie byłyby transportowane do fabryki Tesli we Freemont w Kalifornii.

[AKTUALIZACJA 5.09.2014] Wczoraj Tesla poinformowała, że Gigafactory powstanie w Nevadzie.

 

[AKTUALIZACJA 2,  30.09.2014] Jest już zaktualizowana mapa stacji w Europie w 2015 roku. Liczba planowanych stacji w Polsce wzrosła z dwóch do pięciu: oprócz tych koło Poznania i Warszawy, także między między Katowicami a Krakowem, koło Wrocławia i Gdańska.

capture-20140929-134717

Opublikowano Tesla | Otagowano , , , | 6 komentarzy

Robert Lewandowski wśród 100 najbogatszych sportowców 2014 roku? Nie tym razem

capture-20140723-165747Pytanie o listę opublikowaną przez amerykański miesięcznik „Forbes”, nie jest bezzasadne. Lewy przeszedł w końcu do klubu z absolutnej czołówki, do której należy także Real, Barcelona, Manchester United, może Chelsea.
Na pierwsze dwadzieścia miejsc praktycznie nie ma szans. Za każdy sezon gry w Bawarii dostanie 8-10 mln euro czyli niecałe 11-14 mln dolarów. Tymczasem miejsce w pierwszej dwudziestce wymagało ponad trzydziestu milionów, licząc łącznie wynagrodzenie i dochody reklamowe. Pierwsza dziesiątka wygląda tak:

 
1. Floyd Mayweather: 105 mln dolarów
Wynagrodzenie: 105 mln
Kontrakty reklamowe: 0

2. Cristiano Ronaldo: 80 mln dolarów
Wynagrodzenie: 52 mln
Kontrakty reklamowe: 28 mln

3. Le Bron James: 72 mln dolarów
Wynagrodzenie: 19,3
Kontrakty reklamowe: 53 mln

4. Lionel Messi: 64,7 mln dolarów
Wynagrodzenie: 41,7
Kontrakty reklamowe: 28 mln

5. Kobe Bryant: 61,5 mln dolarów
Wynagrodzenie: 30,5
Kontrakty reklamowe: 31,5
6. Tiger Woods: 61,2 mln dolarów
Wynagrodzenie: 6 mln
Kontrakty reklamowe: 55 mln

7. Roger Federer 56,2 mln
Wynagrodzenie: 4,2 mln
Kontrakty reklamowe: 52 mln

8. Phil Mickelson: 53,2 mln
Wynagrodzenie: 5,2 mln
Kontrakty reklamowe: 48 mln

9. Rafael Nadal 44,5 mln
Wynagrodzenie: 14,5 mln
Kontrakty reklamowe: 30 mln

10. Matt Ryan 43,8 mln
Wynagrodzenie: 42 mln
Kontrakty reklamowe: 1,8 mln

źródło: Forbes.com

 
Nawiasem mówiąc, lista pokazuje układ sił w biznesie sportowym. Wszystkie miejsca zajmują przedstawiciele zaledwie kilku dyscyplin. Króluje piłka nożna, potem wielkie ligi zza Oceanu: futbol amerykański, koszykówka, baseball, do tego kilka dyscyplin indywidualnych: tenis, golf, Formuła 1. Boks ma co prawda zwycięzcę rankingu Floyda Mayweathera, ale poza nim bokserów jest tema bodaj jeszcze tylko dwóch: Manny Pacquiao (#35, wyboksował 41,8 mln dolarów) i Władimir Kliczko (#25 z 28 mln dolarów).
Gdzie Lewandowski może upatrywać szansy na zwiększenie swoich dochodów? Za grę od klubu dużo większych pieniędzy nie dostanie, no chyba że zagra jeszcze lepszy sezon niż dwa ostatnie i w lecie 2015 roku przejdzie do Realu albo Barcelony – niestety to mało prawdopodobne. Nawet zawodnicy mający trochę lepsze nazwiska zarabiają podobnie: Mesut Oezil (#89 na liście) 12,5 mln dolarów rocznie w Arsenalu, a legenda Bayernu i reprezentacji Francji Franck Ribery – 16,5 mln dolarów.

Teoretycznie nieograniczone możliwości dają za to kontrakty reklamowe. Na liście jest wielu zawodników w ten sposób zarab niż wynagrodzenie. Le Bron James zarabiających kilka razy więcej niż za grę. Na przykład LeBron James – 53 mln, podczas gdy z klubu  „tylko” 19,3 mln dolarów. Tyle że dotyczy to głównie sportowców uprawiających dyscypliny indywidualne, które najlepszym dużo łatwiej jest zdominować. To tenisiści Nowak Djokovic, Roger Federer, Rafael Nadal, golfiści Tiger Woods, Phil Mickaelson czy lekkoatleta Usain Bolt. Jamajczyk (#45 na liście) w ogóle jest rekordzistą w dysproporcji między dochodami z pensji a kontraktami sponsorskimi. Regularne wynagrodzenie wynoszące 200 tys. dolarów jest niższe niż wielu piłkarzy polskiej Ekstraklasy, ale na sponsoringu zarobił aż 23 mln dolarów. W piłce nożnej jest trudniej, bo kilka miejsc w ścisłej czołówce zajmują Messi, Cristiano Ronaldo, Ibrahimovic, Neymar, Falcao, Bale, a grono pretendentów liczy co roku około 20-40 zawodników. W Polsce Lewandowski nie zarobi dużo więcej niż dzisiaj, bo już  jest twarzą największych marek, takich jak:

T-Mobile, Panasonic, Gilette, Coca-Cola, Opel (wspólnie z Kubą Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem)

Do budżetu domowego dorzuca się nawet jego żona Anna, konkurująca z Ewą Chodakowską. Być może gra Lewego dla „FC Hollywood” umożliwi mu zaistnienie na rynku niemieckim. Specjaliści wskazywali na marki kosmetyczne np. Nivea, które mogłyby wykorzystać elegancki styl gry Polaka pod hasłem „W takim stylu lubię grać”, rozrywkę domową, a nawet niemieckie piwo. Nawet to nie daje Lewandowskiemu nadziei na czołówkę listy, bo znacznie bardziej wyraziści piłkarze, pochodzący z mocniejszych wizerunkowo krajów mają z reklam najwyżej kilka milionów. Gwiazda Bayernu Franck Ribery (#92 na liście) 1,5 mln dolarów. No ale gdyby udało się zostać twarzą globalnych kampanii jednej lub dwóch marek, może w przyszłym roku Lewy trafi do ostatniej dziesiątki listy.

Opublikowano Marketing sportowy | Otagowano , , | 6 komentarzy

Krytyka FIFA, czyli sponsorzy płaczą i płacą

Na marketingowe podsumowanie Mistrzostw Świata przyjdzie jeszcze czas, na razie ciekawszy jest temat relacji organizatora imprezy ze sponsorami. FIFA dostała od  dwudziestu globalnych firm takich jak Adidas, Visa czy Sony aż 1,4 mld dolarów.

Suma to olbrzymia, która w dodatku cały czas rośnie: w latach 2006-2010 wzrosła aż o 33%, a w latach 2010-2014, o 10%. FIFA zarabiałaby jeszcze więcej, gdyby na świecie korzystano ze sponsoringu sportowego tak chętnie jak w USA. Według wyliczeń firmy konsultingowej McKinsey, tylko w 2013 roku amerykańskie firmy za status sponsora sportu zapłaciły astronomiczną kwotę 20 mld dolarów. To jedna trzecia sum wydawanych za Oceanem na na reklamę telewizyjną, i połowa wydatków na reklamę internetową.

Czy wpływ na zyski sponsoringowe FIFA będą miały skandale korupcyjne? Brytyjski dziennik „Sunday Times” ujawnił że członkowie FIFA z Afryki i z Azji dostali w sumie 5 mln dolarów za głosowanie w wyniku którego Katar został gospodarzem mistrzostw świata w 2022 roku. Podejrzewano to od dawna, w końcu mowa o kraju w którym nikt w piłkę nie gra, jest za to upalny klimat utrudniający grę w piłkę. Wizerunkowi federacji piłkarskiej szkodą też (choć w mniejszym stopniu) przedmundialowe protesty zakochanych w piłce Brazylijczyków.

– (…) z komunikacyjnego, wizerunkowego punktu widzenia działania FIFA w normalnym biznesie byłyby nie do pomyślenia! mówiła Marta Dourado z brazylijskiej agencji public relations Fundamento.

Co na to sponsorzy? Sony, płacący FIFA rocznie 30 mln, wezwał do przestrzegania zasad etyki i przeprowadzenie wewnętrznego śledztwa. Podobnie Adidas, który niedawno przedłużył umowę sponsoringową do 2030 roku, i Visa oczekująca od FIFA  „odpowiednich działań”.

Bardzo to chwalebne, ale nie myślcie że przyniesie efekt. FIFA bez zbędnej kurtuazji odpowiedziała że „sponsorzy nie mogą oczekiwać nic więcej ponad to, co jest objęte trwającym dochodzeniem wewnętrznych organów kontrolnych”. Mówiąc językiem mniej dyplomatycznym: nic nam nie możecie zrobicie. Pomruki niezadowolenia sponsorów mogą jedynie poprawić ich wizerunek w oczach konsumentów, na FIFA kompletnie nie wpłyną . Podobnie jak MKOL, to organizacja całkowicie poza demokratyczną kontrolą rządów i opinii publicznej. Jak zauważył Mark Ritson, jedyny skuteczny i sensowny sposób na wyrażenie swojego niezadowolenia przez globalne marki, to nieprzedłużanie umów sponsoringowych w kolejnych latach.

Opublikowano Marketing sportowy | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Mail My Day 2014 – garść spostrzeżeń

Na konfencję Mail My Day pojechałem w dużym stopniu edukacyjnie, zobaczyć co nowego w email marketingu. Było warto. Oto opinie o kilku prelekcjach, które zapadły mi w pamięć.

 
Prelekcja niepełna
Niepełna z winy mojej i rozkładu PKP na trasie Kraków-Warszawa, a nie prelegenta Rafała Szymańskiego z Philipsa. Temat to „Co w email marketingu sprawdziło się w zeszłym roku? Prognozy na 2014 r.”. Dotarłem spóźniony, gdy wśród oczekiwań na przyszłość mówiono o geotargetowaniu maili w czasie rzeczywistym. Geotargetowanie które jest teraz dotyczy kampanii już przeprowadzonych. Można analizować na przykład gdzie były otwierane maile, ręcznie wpisując wyniki w tabelki Excela. Zawartość w mailach powinna być dynamiczna w zależności od tego co robi dany użytkownik, od jego płci, rodzaju sprzętu jakiego używa. Szymański rozważał także czy czynnikiem wpływającym na skuteczność kampanii email marketingowej, może być pogoda, jak w przypadku kampanii telewizyjnych: ciepłe słoneczne dni, gdy konsumenci nie siedzą w domu, mogą wyłożyć najlepszą kampanię. Kampanię mailingową wyłożyć mogą inne rzeczy, zupełne drobiazgi. Jako przykład Szymański podał, współtworzoną przez siebie, akcję biura podróży Neckerman przeprowadzoną w w Centrum Handlowym Reduta w Warszawie. Wszyscy zarejestrowani w bazie danych którzy znaleźli się w obrębie obiektu i jego parkingu, otrzymywali na smarfona mmsa ze zdjęciem i informacją o rabacie w wysokości 300 zł. Zachęceni mieli dotrzeć do biura firmy zlokalizowanego w Reducie. Błąd polegał na tym, że w wiadomości nie umieszczono wyraźnej wskazówki, jak tam trafić. Wielu odbiorców którzy otworzyli maila wolało usiąść w kawiarni i zadzwonić na infolinię z pytaniem „dobra, to co jest za te 300 zł?”.

 

Prelekcja wykorzystująca siłę nawyków
Wystąpienie Pawła Sali z Fresmaila – wreszcie zobaczyłem praktyka branży, który korzysta z książki „Siła nawyku”, Charlesa Duhigga. Opublikowaliśmy jej fragment w ubiegłym roku, dla wszystkich marketerów to lektura obowiązkowa. Email promocyjny działa jak każdy nawyk w schemacie: wskazówka – zwyczaj – nagroda w którym zmienić możemy tylko środkowy element. Inaczej mówiąc nie możemy zlikwidować nawyku, a jedynie zastąpić go innym. Nawykiem związanym z mailami jest to że 54 proc. sprawdza pocztę po przyjściu do pracy. Inna grupa regularnie sprawdza skrzynkę wieczorem, po przyjściu z pracy.

 

Prelekcja prawna
Wygłosił ją Wojciech Piwowarczyk z kancelarii Jaworski Pogoda Gładki, a chodziło o  przygotowywaną ustawę o prawach konsumenta. Z punktu widzenia prawnego relację firma-konsument można podzielić na 3 etapy: przedkontraktowy, kontraktowy, pokontraktowy. Konsument ma wybierać świadomie, ale jednocześnie cierpi na deficyt informacji. Priorytetem mianowanego niedawno szefa UOKiK jest „reakcja na zjawiska patologiczne i monitoring praw konsumenta”. Jak powiedział Piwowarczyk „każdy  prawnik ma prawdę swojego klienta” – jego dla marketerów jest taka, żeby informować jak najmniej i jak najpóźniej. Czyli przerzucić wszystko na etap zawierania umowy.

 

Prelekcja otwierająca oczy
„Automatyzacja złego procesu nie czyni go dobrym” – powiedział Michał Krausa z Grupy Unity. Dotyczyło to marketing automation, ale według mnie były to najważniejsze słowa jakie padły na kongresie. I nie piszę tego dlatego, że ludzi z Unity znam też prywatnie, ale dlatego że na imprezach poświęconych jednemu narzędziu marketingowemu, często jest ono mitologizowanie, uznawane za receptę na wszystkie problemy. Myślenie o celu zastępuje myślenie o narzędziu. Według Krausa, marketing automation którego wdrożenie kosztuje, stosowane jest bez wyraźnego celu, bez przemyślenia. To klasyczne „strzelanie do wróbla z armaty”, armaty której obsługa wymaga wykwalifikowanych, kosztownych ludzi. Unity za brak tej refleksji przy wdrożeniu systemu marketing automation zapłaciło wymierną cenę  – samo wyłączenie systemu kosztowało 3 tys. zł.

 

Prelekcja będąca ciekawą opowieścią
Paweł Tkaczyk mówił pośrednio o tym samym, przeciwstawiając się narzędziowemu podejściu do email marketingu. Pokazał to na przykładzie emocji jakie to narzędzie.  Według opisanej kiedyś na jego blogu teorii Sterneberga nazywanej trójkątną teorią miłości, związkiem rządzą trzy podstawowe emocje:
·    Pierwsza z nich to pasja, w znaczeniu zarówno namiętności emocjonalnej (nie mogę spać bez Ciebie, nie mogę jeść bez Ciebie…) jak i czysto zwierzęcej seksualności.
·    Druga zmienna to intymność, czyli uczucie bliskości, więzi emocjonalnej, poczucie wspólnoty. Inne określenie to „bratnia dusza”.
·    Trzeci obszar to zaangażowanie w bycie z drugą osobą. Wspólne planowanie, robienie rzeczy razem, przebywanie ze sobą w jednym miejscu, w tym samym środowisku.

Związkiem konsumenta z marką rządzą podobne emocje, pobudzane przez odpowiednie narzędzia. Email marketing nie nadaje się do budowy zaangażowania, jest za to świetny w budowaniu intymności. Szkoda że Paweł nie rozwinął bardziej tego tematu – decydował pewnie brak czasu. W ogóle irytował krótki czas prezentacji. Wielu je lubi ze względu na brak rutyny, ale niektórzy prelegenci mówili tak szybko że niemal zapalił im się mikrofon.

 

Prelekcja mobilna
Godne uwagi było wystąpienie Moniki Mikowskiej, ze sporą liczbą statystyk wyraźnie pokazujących tendencje w marketingu mobilnym. Choćby QR Kody które są raczej przemijającą modą, niż istotnym narzędziem marketingowym. W ubiegłym roku skanowało je 7 proc. użytkowników smartfonów, a 33 proc. planowało to zrobić. Dzisiaj skanuje 6 proc., a potencjalne zainteresowanie wyraża dużo mnie osób niż rok temu.Niektórym marketerom udaje się wykorzystać QR Kody, przykładem aplikacja McDonald’s zeskanowana 62,5 tys. razy. W tym przypadku dobrym posunięciem było uczynienie z nich narzędzia, a nie centralnego punktu promocji. Najlepiej konwertowały kody które spełniały kryterium intymności, czyli te z ulotek leżących na stolikach.

 

Nie pisałem o prelekcjach technologicznych najbardziej technologiczych, wartościowych z mnóstwem szczegółów (np. prelekcja Macieja Lewińskiego „Google Analytics, a email marketing. Tips & tricks” czy Michała Corteza „Email Retargeting A.D. 2k14 ” na których po prostu za słabo się znam, żeby je ocenić.

Opublikowano Marketing internetowy | Otagowano , | 7 komentarzy

Celebryta atakuje, czyli wizerunkowa katastrofa Jerzego Janowicza

Z palącym smutkiem zabiorę głos w sprawie wygłupu Jerzego Janowicza, choć temat wizerunku sportowców jest mi szczególnie bliski. Dla przypomnienia: na konferencji prasowej po przegranym meczu w Pucharze Daviesa, odpowiadając na pytanie doświadczonego dziennikarza czy oczekiwania wobec naszych tenisistów nie były za duże, Janowicz aroganckim tonem głosił miastu i światu, że mamy za duże oczekiwania w każdym sporcie, a przecież „jesteśmy generalnie absolutnie krajem, który nie ma jakiejkolwiek perspektywy w sporcie, biznesie czy w życiu prywatnym dla nikogo. Studenci uczą się tylko po to, aby móc wyjechać. Trenujemy gdzieś po szopach i to nie tylko w tenisie. Zbigniew Bródka musi ćwiczyć za granicą. Więc dlaczego macie wobec nas jakieś oczekiwania? Może sami wyjdźcie na kort, przepracujcie całe życie w ten sposób, a dopiero potem miejcie oczekiwania. To mnie już śmieszy”.

 

To że oczekiwania są u nas nakręcane ponad miarę to akurat prawda. Specyficzna egzaltacja sprawia, że uwielbienie dla zwycięzcy po porażce zmienia się w mieszanie z błotem, na tym samym poziomie emocjonalnym. Liczba pozostałych bzdur które wypowiedział jest tak duża, że nie wiem w którym miejscu zacząć kopać – może mnie zwyczajnie rozboleć noga.

 

„Nie możecie mnie krytykować skoro nie gracie w tenisa”. To klasyka frustracji Panów Sportowców. Czy w domyśle oznacza, że krytykować sportowców mogą tylko ich koledzy, którzy potrafią grać równie dobrze jak oni? Idąc tym tropem krytycy filmowi i widzowie nie powinni narzekać na obejrzane filmy skoro sami nie umieją takich nakręcić. Krytyka to efekt rozczarowanych nadziei kibiców, a właśnie dzięki tym nadziejom Janowicz zarabia pieniądze. Bez emocji, zainteresowania, rozmów, komentarzy fanów nie podpisałby kontraktów z Play, Uniqa , Peguotem czy Atlasem. Profesjonalizm polega na kontrolowaniu przekazu szczególnie po porażkach – po zwycięstwach atmosfera jest tak dobra, że wszystkie słowa zawodnika zostaną zinterpretowane na jego korzyć. Wielu sportowców zatrudnia specjalistów, którzy uczą ich jak nie wylewać frustracji nawet jeśli w kolejnych wywiadach po porażce trzeba odpowiadać na to samo pytanie. Kilka lat temu było to problemem Justyny Kowalczyk, która w wywiadach mówiła o rzeczach nieistotnych dla nikogo poza nią samą, bywała złośliwa.

 
Dalej jest jeszcze zabawniej. Dwudziestotrzyletni Janowicz wypowiada się na temat emigracji, braku perspektyw w biznesie, życiu prywatnym (ktoś rozumie o co chodzi?) wpisując się w ten sposób w polską celebrytozę. Polscy celebryci znają się na wszystkim. Chętnie mówią o gospodarce, bo przecież zarabiają i wydają pieniądze, o zdrowiu bo chorują. W telewizyjnych wywiadach poradzą co gotować, w końcu kiedyś coś tam ugotowali. Polityka? Oczywiście, służą ekspertyzą. Krzysztof Ibisz prognozował że na Krymie „regularnych walk nie będzie. Jest i będzie wojna nerwów i światowej dyplomacji”, a Maciej Żurawski poszedł jeszcze dalej i przedstawił całą wizję stosunków polsko-ukraińskich. Pełno było tam prawd objawionych typu: „poprzez czysto ludzką współpracę z Ukraińcami ich organizacjami, uniwersytetami, klubami sportowymi itp. możemy zrobić więcej niż politycy negocjujący z politykami”.

 
Sportowiec powinien się skupić na tym żeby celnie kopać piłkę z woleja, mocno serwować czy szybko przebierać nogami na bieżni. Kiedy wygaduje brednie o dziennikarzach którzy go nadmiernie krytykują czy tłumaczy porażkę na Euro 2012 tym że związek dał drużynie za mało biletów które chcieli rozdać znajomym, to można się pośmiać.  Idiotyzmy sfrustrowanego dzieciaka „o braku perspektyw w biznesie” to co innego. One są po prostu groźne dla społeczeństwa. Wielu ludzi może w to uwierzyć. Jakiś maturzysta pomyśli, że naprawdę „studenci uczą się tylko po to, aby móc wyjechać” i zrezygnuje z dalszej nauki. Jeśli Janowicz chce naprawdę pomóc w rozwiązaniu wielu problemów, powinien wziąć   przykład z Marcina Gortata, zresztą też pochodzącego z Łodzi, który założył fundację MG13 pomagającą młodym ludziom realizować sportowe marzenia. Gortat poświęca prywatny czas i zamiast urlopu przylatuje do Polski, biorąc udział w zajęciach z dziećmi.

 

Kiedyś zapytano Stinga, jak to możliwe że mimo odniesienia tak olbrzymiego sukcesu, pozostał normalnym, skromnym człowiekiem, bez żadnych objawów sodówki. Odpowiedział że wszystko dlatego, że sławę zdobył dopiero około trzydziestki. Wcześniej zarabiał na życie jako nauczyciel. Przykro mi że Janowicz sukces osiągnął tak wcześnie, że głowa nie nadążyła za mięśniami.

Opublikowano Marketing sportowy, Media, Public Relations, Sponsoring | Otagowano , , , , | 2 komentarze

Big Data wskazuje jak stworzyć idealny profil w serwisie randkowym

Analiza serwisów randkowych - infografikaInternetowe randkowanie to bezwzględna gra: każdy stara się wykreować atrakcyjny obraz samego siebie, i przyciągnąć w ten sposób uwagę jak największej liczby innych użytkowników. Oczywiście nie można przeginać, ale prawda nie jest najważniejsza. Autokreacji próbuje coraz więcej osób, według badań Gemiusa  liczba użytkowników serwisów randkowych wzrosła, obecnie korzysta z nich 3,1 mln spośród 21,1 mln wszystkich internautów. W ostatnim roku przybyło kobiet i osób do 24. roku życia, szczególnie tych z wykształceniem gimnazjalnym lub niższym, zawodowym i średnim. To zaskakujące bo w 2012 roku liczba użytkowników portali randkowych zmalała. Zyskiwał Facebook w którym nie trzeba płacić za umówienie się na randkę, i serwisy erotyczne, gdzie nikt nie ściemnia że chodzi mu o znalezienie wielkiej miłości. Kiedyś pisałem nawet o serwisach randkowych szukających nowych sposobów na przyciągnięcie singli, m.in. wychodząc do realu.

Skuteczną autokreację wskazują specjaliści od Big Data, czyli przetwarzania dużej ilości danych. Na zlecenie magazynu „Wired”, przeanalizowali oni dane zostawiane przez użytkowników największych amerykańskich serwisów randkowych OkCupid i Match.com, aby odpowiedzieć na pytanie jakie elementy, słowa czy zdjęcia zamieszczane na profilu zapewniają największe powodzenie u płci przeciwnej (w przypadku gejów i lesbijek – tej samej). Pod uwagę wzięto 1000 najczęściej używanych słów, cechy jakie ludzie uważają za swój największy atut, i te których szukają u potencjalnego partnera. Przeanalizowano także 400 najpopularniejszych profili, swoiste gwiazdy randkowania w Sieci, z podziałem na największe amerykańskie miasta. Porównano to nawet ze słowami padającymi w programach telewizyjnych i filmach. Co się okazało?

Zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet dobrze działa słowo „wyluzowany”, jak piszą autorzy badania „wszyscy chcą być super wyluzowani”. Z aktywności sportowych punktuje joga i surfing. Posiadanie jednego kota jest ok, ale wspomnienie że ma się ich więcej skazuje na miano dziwaka i tym samym niższe oceny atrakcyjności. W kilku przypadkach oczekiwania mężczyzn i kobiet różnią się diametralnie. Selfie, czyli zdjęcie z ręki, świetnie działa na profilach kobiecych (ma je 45 proc. użytkowniczek z największym wzięciem), ale słabo na męskich. Co ciekawe, słabo także na tych należących do lesbijek (4 proc.). Tatuaże sprawdzają się dobrze w przypadku mężczyzn, w przypadku kobiety nie ma takiej zależności. Słowo „pracoholizm” zwiększa zainteresowanie mężczyzną, „lenistwo” – kobietą. Części ciała który eksponowanie poprawia pozycję właściciela? Lesbijki doceniają ładne nogi, geje ramiona, a obie płcie – płaskie brzuchy. Nagrane występy karaoke to katastrofa – „chyba że jesteś Bruno Marsem”. Słabo działają też wzmianki o wierze i religii.

Słowa najbardziej zwiększające zainteresowanie płci przeciwnej profilem:

mężczyźni

Pierwsza piątka to surfing, surfowanie, joga, narty, ocean. Na dalszych miejscach m.in.: koncert, śniadanie, poranki, paszport, drzewa, emerytura (!), niebieskie oczy, Londyn, sportowiec, tatuaże, pracoholik (!), pasja, wędrówka, plaża, fotografia, czekolada, pocałunki, medytacja, tenis, latanie, nauczyciele.

 

kobiety

Pierwsza piątka: Londyn, Nowy Jork, joga, surfing, sportowiec. Na dalszych miejscach m.in.: modelka, medytacja, Pulp Fiction, trening, strony rodzinne, Radiohead, fitness, fashion, lenistwo (!), wędrówka, Europa, fuck (!), biuro, wakacje, sushi, pasja, ocean (choć ten punktuje gorzej niż u mężczyzn).

Pożądane sporty (w nawiasach pozycja w grupie 1000 wszystkich najpopularniejszych słów)

mężczyźni

surfing (1), joga (3), narty (4), golf (57), rower (64), piesze wędrówki (66), bieganie (86)

 

kobiety

joga (3), surfing (4), bieganie (23), narty (29), tenis (50), taniec (70), rower (85)

7 najlepiej punktujących dyscyplin sportowych

Oczywiście, warto brać poprawkę, że cała analiza dotyczy Stanów Zjednoczonych. W Polsce nikt nie uprawia surfingu, także tatuaże nie są tak rozpowszechnione jak Za Oceanem. Przypuszczam jednak, że ze względu na kulturę masową, i tak sporo elementów powtórzyłoby się i u nas.

Opublikowano Badania marketingowe | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Uczta olimpijska czyli przegląd reklam Soczi 2014

OlimpicZ pomysłem zrobienia przeglądu reklam na igrzyska olimpijskie w Soczi, nosiłem się od kilku tygodni. W końcu to olimpiada jedno z największych wydarzeń sportowych, jak i biznesowych i medialnych. W Polsce sporty zimowe zimowe są niedoceniane, choć to one od grudnia do marca dominują w mediach, gdy przerwę ma piłka nożna. Do tego niektórzy kibice zimowi są specyficzni, często nie interesują się innymi dyscyplinami. Według szacunków Euromonitora rynek odzieży sportowej napędzany wielkimi imprezami – między innymi przez Olimpiadą w Soczi – urośnie w 2014 roku o 7 proc., do 220 mld dolarów.

Wszystkie spoty podzieliłem na trzy różne uczty-kategorie: produkty, nadawcy telewizyjni, komitety olimpijskie.

Reklamy produktów

Aperitif na pobudzenie to spot Nike, brutalny, surowy, z agresywną muzyką. W materiale wystąpili hokeista Aleksandr Owieczkin, skacząca w dal Daria Kliszyna, piłkarz Aleksandr Kokorin, snowboardzista Denis Leontiew, skateboarder Jegor Kaldikow i łyżwiarka Adelina Sotnikowa. Wszyscy oni trenują, nie zważając na śnieg, lód i dokuczliwe zimno. Nie jest to bezpośrednio promocja olimpiady, ale spot „Just do it” musiał się znaleźć w zestawieniu. W niecały tydzień od umieszczenia w Internecie wyświetlono go ponad 2 miliony razy.

Więcej o filmie, który wykorzystuje też narodowe rosyjskie sentymenty, pisałem w artykule „Rosjanin potrafi”.

 

Przystawką będzie reklama Procter & Gamble, który idzie sprawdzoną drogą i składa hołd matkom sportowców. Zamiast mówienia o produkcie jest budowa więzi konsumenta z marką. Według tej koncepcji klient nie jest pragmatyczny, racjonalny i skupiony na przekazie, ale intuicyjny, decyzję zakupową podejmuje bezwiednie. Taki przekaz trudniej skopiować konkurencji niż reklamę mówiącą wprost o niezwykłej skuteczności reklamowanego produktu.

 

Czas na obfite danie główne. Serwuję trwającą ponad 4 minuty historię kanadyjskich braci Hamelinów, startujących na poprzedniej olimpiadzie w Vancouver. Nie brakuje oczywiście także ich mamy. Słowem, świetna historia w której jest wszystko: dorastanie, harówka, przeciwności losu, a na koniec zwycięstwo i łzy wzruszenia.

 

Efektowny smak deseru, po chwili ustępuje wrażeniu wtórności. W spocie Head&Shoulders hokeista Jewgienij Małkin tłumaczy, że równie ważna jak siła fizyczna, jest mentalność zwycięzcy. Pomaga mu w tym szampon. Słabe.

 

Reklamy kanałów telewizyjnych

Na przystawkę do wyboru: spoty Russia Today i NBC. Oba dla odbiorców z Zachodu, którzy dobrze nie wiedzą gdzie Rosja leży. Zobaczcie jaka jest rozległa, jaką ma starą oryginalną kulturę, bla bla bla. Ot, efektowne, dynamicznie zmontowane widokówki. Ten dla Russia Today w założeniu miał być chyba dowcipny.

 

Spot NBC zawieszono w Sieci w marcu i dzisiaj jest już trochę nieaktualny. Występująca w nim amerykańska narciarka Lindsay Vonn, ostatecznie na igrzyskach nie wystąpi z powodu kontuzji.

 

Mordor olimpijski czyli spot stworzony przez Tomasza Bagińskiego dla BBC – danie główne nie mogło być inne. Powiedziano o nim już wszystko, więc jedyne co pozostało to obejrzeć. A potem jeszcze raz i kolejny.

 

Na deser początkowo miała być ciekawostka, reklama Claro Sports, amerykańskiego kanału sportowego dla Latynosów, których stereotypowo nigdy z żadnymi sportami zimowymi nie kojarzyłem. Zamiast tego wybrałem filmik szwedzkiego nadawcy Viasat: bezpretensjonalny, z dobrze dobraną muzyką, ukazujący istotę wyczynowego sportu, jaką są godziny samotnych treningów.

 

Reklamy narodowych komitetów olimpijskich

Posiłek zaczynamy od spotu promującego kanadyjskich olimpijczyków, którzy mówią o swojej determinacji i marzeniach. Słowem, solidna robota.

 

Danie główne to znowu spot reprezentacji Kanady. „We are winter” klimatem przypomina produkcję BBC:  sugestywny, mroczny głos narratora i surowa przyroda.


 

Deser w tej kategorii przygotowała agencja BBDO. Po co wszystkie te góry, śnieg, mróz? Bez nich też można sobie poradzić.

A Wy znacie jakieś reklamy, które pominąłem?

 

Opublikowano Kampanie reklamowe, Marketing sportowy | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarze

Wtórność świetnie zrealizowana

Samsung #Galaxy 11Reklama Samsunga, która zanotowała 7 milionów obejrzeń na YouTube w kilka dni, jakoś mi się nie podoba. Gdzie tu kreatywność? Gdzie powiew świeżości?
Spot jest świetnie zrealizowany, z efektami specjalnymi w stylu „Dnia Niepodległości” i kilkunastoma największymi futbolowymi nazwiskami, na czele z Leo Messim, Cristiano Ronaldo i Ikerem Casillasem.

W roli managera zespołu występuje sam Franz Beckenbauer, człowiek którego w futbolu cenię bardziej niż Maradonnę i Pelego razem wziętych, choć nigdy nie widziałem go na boisku. Wygrywał w każdej roli: piłkarza klubowego w Bayernie Monachium, reprezentanta RFN z którą zdobył Mistrzostwo Świata, i w końcu trenera reprezentacji z którą znowu okazał się najlepszy wygrywając Mundial we Włoszech w 1990 roku. Co ciekawe, jako trener Beckenbauer wszystkie mecze oglądał stojąc przy ławce rezerwowych, a nie siedząc na niej jak większość ówczesnych trenerów (typ szkoleniowca biegającego przy linii bocznej i pokrzykującego na piłkarzy w stylu Janusza Wójcika , upowszechnił się później). Niektórzy twierdzili złośliwie że stał celowo, aby reklamować noszone przez siebie garnitury.

Motyw drużyny złożonej z najlepszych piłkarzy świata, stawiających czoła przeważającym siłom wroga, jest jednak wyjątkowo wtórny – nawet przy założeniu, że większość opowieści opiera się na podobnych schematach. Eksploatowała go między innymi Pepsi w realiach średniowiecza.

 

Z siłami piekieł „reprezentacja świata” w składzie z Erikiem Cantoną, Paolo Maldinimi i Ronaldo walczyła w spocie Nike’a „Good vs. Evil” z 1996 roku.

 

Motyw globalnego turnieju, był z kolei w słynnej reklamie Nike sprzed dekady. Z emerytowanych piłkarzy zamiast Beckenbauera, wystąpił wspomniany Eric Cantona.

Dobrze, że w reklamie Samsunga przynajmniej nie ma Cantony.

Opublikowano Marketing sportowy | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Alex Urbanowicz celnie odpowiada Wojciechowi Orlińskiemu

Nie skomentowałem dotąd głośnego wywiadu Wojciecha Orlińskiego pod tytułem „Po jaką cholerę było mi to całe dziennikarstwo?”. I dobrze, bo nie byłbym w stanie zrobić tego równie dobrze jak Alex Urbanowicz. Wskazuje celnie, że Orliński ułatwia sobie argumentację, jako przykład „mediów internetowych” podając te pasujące mu pod tezę: Kominka, Segrittę, Fashionelkę czy Kasię Tusk.

„Argument równie dobry jak czepnięcie się, że w agorowskich Logo czy Avanti nie będzie nic o zmianach w polityce wewnętrznej RPA po śmierci Nelsona Mandeli” – pisze Urbanowicz.

Pełna zgoda. Nawiasem mówiąc, Kominka i Segrittę lubiłem gdy ostro i dowcipnie pisali o sprawach damsko-męskich. Teraz udają celebrytów,  jeżdżą samochodem sponsora na Węgry, albo opisują wrażenia z wycieczki na stadion Legii.

Wydanie jednego numeru czasopisma drukowanego jest bardzo drogie, Urbanowicz wspomina o zwykłym fanzinie kosztującym kilka tysięcy złotych i wymagającym zaangażowania wielu osób. Ja pamiętam pracę na raportem o lojalności klienta, który postanowiliśmy wydać w formie drukowanej, w efekcie koszty i skomplikowanie projektu wzrosły wielokrotnie a rentowność mocno spadła. Na jednej z ostatnich konferencji o public relations i mediach , doświadczony manager stwierdził, że gdyby ktoś chciał założyć tygodnik opinii (który i tak jest dużo tańszy niż dziennik) potrzebuje na to około 3 mln zł.

Jedyne z czym trudno się zgodzić, to znaczenie kontrolnej roli mediów. To że dziennikarstwo śledcze jest bardziej wyjątkiem niż regułą i relatywnie stanowi niewielki promil wszystkich przekazów medialnych docierających do czytelnika, nie ma znaczenia. Interes społeczny jest ogromny! I nie musi to być od razu coś na skalę Watergate.

„(…) kiedy Józek Lokalny Dziennikarz w swoim „Głosie Gminy” napisze, że wójt bierze łapówki, raczej nie może się spodziewać że największa firma w okolicy, prowadzona przez szwagra wójta dalej będzie zamieszczać u niego reklamy. A bez nich Józek nie będzie miał pieniędzy na drukowanie „Głosu”” .

Pan Józek ulegnie naciskom, ale Pan Jurek z sąsiedniego powiatu nie, i opublikuje tekst. Dziennikarz mam obowiązek, czas i środki żeby popytać, podzwonić, podrążyć, ukazać sprawę z różnych punktów widzenia. Bloger piszę to na co mam ochotę, nie robi żadnego researchu – i ma rację bo nikt mu za wytworzoną treść nie płaci. Przykładem reportaż interwencyjny TVN ze Świeradowa-Zdroju, którego władze, z oszczędności, spuszczają szambo do lokalnej rzeki. Temat drobny, ale czy jakiś bloger miałby możliwości żeby kilka dni kręcić się po peryferyjnym miasteczku na Dolnym Śląsku, żeby zamówić prywatną firmę z szambowozem sprawdzającą nielegalne przyłączenia nad rzeką, i żeby podzwonić do urzędników? Nie ma nowych mediów, które byłyby tak skuteczne demaskowaniu lokalnych przekrętów, jak choćby Jerzy Jurecki z niewielkiego „Tygodnika Podhalańskiego”.

Inwestycja w gazetę jest zakładnikiem reklamodawców, napiszesz coś co się nie podoba, reklamodawca wycofa reklamę, nie zagwarantujesz że nie napiszesz czegoś co godzi w czyjeś interesy, czasopismo nie zostanie przyjęte do dystrybucji.

Po pierwsze, bloger krytykujący markę tym bardziej ulegnie naciskom (pisał o tym „Press” kilka miesięcy temu) bo jest sam, nie ma żadnego oparcia w redakcji. Media coraz częściej ulegają naciskom reklamodawców, pomóc może wzrost wpływów z subskrypcji elektronicznych. W nowym modelu, który wdrożył „New York Times” wpływy od subskrybentów przewyższają te od reklamodawców. Wiem, że Polska to nie USA, a „GW” to nie „NYT”, to trochę myślenie życzeniowe, ale i jakaś nadzieja na przyszłość.

Opublikowano Media | Otagowano , , , | Skomentuj

Polsat bez Formuły 1 – absurdalny głód sukcesu wciąż aktualny

FaniPolsat po siedmiu latach kończy transmisje F1, nie kupi także praw na kolejne lata. Nie jestem zupełnie fanem F1, ale decyzja ta jest symbolicznym końcem medialnej machiny powstałej w 2006 roku, wraz z debiutem Kubicy. Zainteresowanie Formułą 1 eksplodowało: transmisje w otwartym kanale, zainteresowanie sponsorów (polskie firmy X-Trade Brokers i Foodcare kupiły reklamy na bolidach), a nawet projekt budowy toru. Gdy piłkarze przegrali mecz na Euro 2008 wielu wołało, żeby oglądać Formułę 1, bo to jest prawdziwy sport. Gdzie są teraz? W pierwszym roku od wypadku Kubicy oglądalność transmisji spadła dwukrotnie: z 2 milionów do 1 miliona. „Kibice sukcesu” zniknęli.

Przypomniałem sobie rozmowę z prof. Stefanem Bielańskim, korespondentem „La Gazetta Dello Sport” w Polsce, według którego nasz olbrzymi głód sukcesu i gwiazd powoduje, że zwycięstwa i porażki są natychmiast wyolbrzymiane do niesłychanych rozmiarów, mocno wpływając na frekwencję w każdej dyscyplinie sportu. Zainteresowanie skokami narciarskimi też wyraźnie spadło, odkąd nie startują Adam Małysz. Tymczasem kilka lat temu we Włoszech na stadion św. Pawła na którym swoje mecze rozgrywa Napoli, przychodziło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, mimo że klub grał wtedy w drugiej lidze.

Na fetyszyzacji wyniku tracą sponsorzy, którym trudniej angażować środki w długofalowe projekty.  W 2011 roku na jednej z konferencji przedstawiciele Orlenu pytani czy ich zaangażowanie w wyścigi z Kubą Giermaziakiem w Porsche SuperCup są przygotowaniem do wystawienia kiedyś w przyszłości polskiego zespołu w F1, nie zaprzeczali. Potem oglądalność F1 spadła, więc Orlen pewnie zarzucił ten projekt, angażując się w siatkówkę i lekkoatletykę. Dobrze przynajmniej że robi to długofalowo, wielu sponsorów stawia na krótkotrwałe zaangażowanie, szybki strzał w sportowców którzy akurat zapunktowali.

Ci godzą się na to, chcąc zdyskontować dobry okres w karierze biorą co popadnie. W końcu nigdy nie mogą być pewni czy pół roku gorszej formy nie skończy się utratą źródła utrzymania. Przykłady? Otylia Jędrzejczak miała blady wizerunek, ale jako że odnosiła sukcesy i była bardzo znana współpracę zaoferowały jej Bausch & Lomb, Idea, Nurofen, Maślanka Mrągowska, Krono. Podobnie Adam Małysz reklamował wszystko: Goplanę, Winiary, Generali, Pocztę Polską, Totalizator Sportowy, Audi, Teekanne. Kontrakty były krótkoterminowe. Marki i sportowcy wizerunkowo wręcz stracili, niż zyskali na tej współpracy.

 

Opublikowano Marketing sportowy | Otagowano , , , , , , , , | 2 komentarze