Bojkot deklaratywny

Jak wynika z badań GfK Polonia dla Rzeczpospolitej, dwukrotnie wzrosła liczba konsumentów skłonnych nie kupować produktów firm cieszących się złą sławą. Jak na razie tylko w deklaracjach, co zauważył cytowany w tekście Mikołaj Lewicki z Fundacji Komunikacji Społecznej. To właśnie sedno sprawy. Wyniki badań są bardzo optymistyczne, tymczasem, jak czytamy kilka akapitów dalej:

W ostatnich latach odpowiedzią firm na bojkoty jest zaangażowanie w trend zwany społeczną odpowiedzialnością biznesu (ang. CSR). Przejawia się on w zaangażowaniu korporacji w akcje społeczne i ekologiczne. Ruch ten trafił również do Polski. Nie wzbudził jednak większego zainteresowania konsumentów produktami firm prowadzących takie akcje. Z opisywanego sondażu wynika bowiem, że zaangażowanie firm w CSR dla dwóch trzecich Polaków nie wpływa na ich wybory przy sklepowych półkach.

Zaangażowanie firm w CSR nie ma znaczenia, ale oczywiście – jeśli te źle postępują, to bojkotujemy ich produkty. Zastanawiam się, czy w badaniu nie dochodzi do głosu poprawność polityczna i odmiana zjawiska znanego w Stanach Zjednoczonych jako tzw. efekt Bradleya. W tamtejszych sondażach przedwyborczych czarnoskórzy kandydaci otrzymują więcej głosów niż później w rzeczywistości. Ankietowani, chcąc uchodzić za światłych i tolerancyjnych, wstydzą się przyznać, że nie będą głosować na czarnego kandydata. Być może podobnie jest w przypadku badań GfK: konsumenci deklarują to, co ich zdaniem zadeklarować wypada, o czym słyszeli w mediach… Może bojkotują to, co mogłoby zaszkodzić im bezpośrednio (wspomniana w artykule zanieczyszczona żywność), ale czy masowo zdecydowaliby się zrezygnować z tańszego produktu, bo wytwarzająca go firma zanieczyszcza środowisko w Chinach albo wyzyskuje pracowników? W to już – niestety – wątpię.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Badania marketingowe, Trendy i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

0 odpowiedzi na „Bojkot deklaratywny

  1. Szymon pisze:

    Taa… młodzi intelektualiści przy piwie oburzający się na wyzysk pracowników w Chinach, a następnie idący na zakupy do międzynarodowych sieciówek w galerii handlowej.

    Swoją drogą wydaje mi się, że Polacy są wyjątkowo mało skłonni do bojkotów konsumenckich. Kojarzę takie akcje na Zachodzie, ale nie przypominam sobie ani jednej w Polsce.

  2. sony pisze:

    Taki bojkot to nie jest łatwa sprawa. Z rzucaniem palenia tez jest wiecej deklaracji niż realnych efektów. Ja od pół roku mówie sobie że przestaje czytać wyborczą a ciągle wchodzę na jej portal.

  3. W Polsce mieliśmy m.in. akcję bojkotowania stacji PKN Orlen (sic!) przy wysokich cen paliwa, jak również głośny bojkt piwa Lech przez kibiców klubu o tej samej nazwie (gdy Kompania Piwowarska przystąpiła do sponsorowania Wisły Krakow 🙂 ) i gro takich czy innych akcji (część wspierana przez organizacje, jak choćby bojkto naturalnych futer).

    Ale nie o tym chciałem. CSR staje się zasłoną dymną dla wielu działań, sęk w tym, że CSR realizowany jedynie jako działanie pod publiczkę czy też wymierzone wprost na tuptanie potem nerwowo – sa efekty czy nie, lubią nas już i podziwiają czy nie? Tymczasem jak można zauważyć największe sukcesy odnoszą te akcje, w których nikt nie krzyczy, tylko robi swoje.

    Pozdrowienia.

  4. autor pisze:

    Zgadzam się w całej rozciągłości. Polski CSR najczęściej ogranicza się do odpowiednio nagłośnionego przekazania pieniędzy. Długofalowe, realne efekty nijak się mają do olbrzymiej ilości organizacji i stron w internecie, które zajmują się tym CSR-em. To trochę tak jak z prośbami nowożeńców żeby goście zamiast kwiatów przynosili maskotki i misie, które przekazuje się następnie domom dziecka. Efekt tej mody jest taki, że domy te zawalone są nikomu niepotrzebnymi zabawkami. Myśli się o efekcie marketingowym, a nie o tym czy podjęte działania realnie zmienią sytuację potrzebujących.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.