Jaki los czeka sport na żywo?

O transmisjach sportowych live w kontekście biznesowym mało kto pisze, tym bardziej cieszę się, że ostatnio zrobił to Michał Brański. W krótkim komentarzu opisał trzy typy konsumpcji treści wideo, plus jeden dodatkowy – właśnie audycje sportowe live.

 
A. Tzw. appointment TV, czyli gorąco wyczekiwane, szeroko komentowane programy nadawane linearnie. To te pozycje, w których z różnych powodów jesteśmy zakochani i bez nich nie wyobrażamy sobie wieczoru.
B. Telewizja letnia, beznamiętna, kanały robione według arkusza Excel, na które natrafiamy, gdy akurat nie ma mocnych premier na głównych antenach.
C. Video on Demand we wszystkich jego formach (A-, S-, T-), przy czym wydaje się, że konsument w krajach rozwiniętych określił się i rynki będą hybrydowe – SVOD od graczy globalnych (horyzontalne, jak i wyspecjalizowane, np. sci-fi/fantasy, edukacja, dzieci, dla grup etnicznych, narodowe z krajów o wyrazistej, odrębnej kulturze – patrz: UK, Francja) oraz AVOD-y od mocnych lokalnych nadawców.
D. Audycje sportowe nadawane live. Oglądane na dużym ekranie, tablecie, telefonie czy nawet zegarku, jeśli tylko temperatura rozgrywek jest właściwa

Biznes telewizyjny znam słabo, ale punkt D zainteresował mnie od strony preferencji konsumentów oglądających sport. Brański pisze:

Jaki los czeka sport na żywo? Jeszcze kilka tygodni temu powiedziałbym, patrząc na cyfrową adaptację MLB i NBA, że są niezagrożone. Obie te ligi są digital-first. Tyle że mamy kontrprzykłady – lecące na łeb oglądalności Premier League i NFL, problemy ESPN, a już po cichu mówi się, że niektóre z podpisywanych na dekady umów liga-kanał TV będą renegocjowane w dół. Scary!

Na Facebooku pod postem linkującym do tekstu, w dyskusji Brańskiego z Arvindem Juneją pojawia się pogląd, że młode pokolenie ma inny sposób konsumpcji sportu. Zamiast oglądać cały mecz, młodzi wolą śledzić tekstową relację live, obejrzeć na drugi dzień skrót czy same bramki („młode pokolenie woli się zaspokoić szybko, nie ma czasu na »statyczne« 105 min. meczu”). Jeden z komentujących, śledząc dyskusję, zdziwił się, że chyba jest dinozaurem, skoro ogląda całe mecze.
O ile zgadzam się z ogólną tezą, o tyle przyczyny widzę gdzie indziej. Zawsze włącza mi się czerwona lampka, gdy ktoś pisze o zmieniających się preferencjach młodych konsumentów, które przewrócą rynek do góry nogami. To wizja młodych, którzy będą zupełnie inaczej korzystali z mediów, wybiorą smartfony zamiast samochodów, kupią inne piwo niż ich kilka lat starsi koledzy.  Oczywiście, pewne różnice w konsumpcji istnieją, szczególnie w branżach specyficznych, związanych z wiekiem – jak festiwale muzyczne (jeździ na nie więcej nastolatków niż czterdziestolatków), albo nowo powstałych – jak gry wideo. W kategoriach tradycyjnych, takich jak transmisje sportowe czy napoje, nie są one na tyle znaczące, żeby zachwiać całym biznesem. Preferencje konsumentów są względnie stałe, natura ludzka nie zmienia się w kilka lat. Nawet jeśli pojawiają się nowe narzędzia, to nie zmieniają wszystkiego w kilka sportowych sezonów.
Mniejsza w tym sezonie oglądalność Premier League czy Champions League jest faktem. Tyle że sami Anglicy wymieniają sporo czynników, które się na to złożyły:

 

⦁    Przesyt transmisjami sportowymi, zwłaszcza po potężnej letniej dawce: Euro 2016, Igrzyska Olimpijskie w Rio.
⦁    Rozwój pirackich streamów. Według „Daily Mail” Premier League ogląda w ten sposób milion widzów miesięcznie. Zjawisko dotyczy zresztą nie tylko sportu: w USA spośród oglądających debatę prezydencką online aż 40 proc. korzystało z nielegalnych streamów.
⦁    Słaby dobór przeciwników. Oglądalność transmisji zależy od niuansów – od tego, kto z kim gra, na jakim etapie rozgrywek, jacy wystąpią zawodnicy. Oglądalność Ligi Mistrzów w tym sezonie spadła, a mniej prestiżowej Ligi Europejskiej – wzrosła. W tej pierwszej gra akurat mające mało kibiców Leicester, a w drugiej wylądował nieoczekiwanie Manchester United.Wpływ mogły mieć nawet drobiazgi, takie jak spadek z Premier League medialnych zespołów: Aston Villi Birmingham i Newcastle. Dla kontrastu, ligowe starcie Manchesteru z Liverpoolem miało największą oglądalność od trzech lat, wzrosła oglądalność meczów Pucharu Anglii, Formuły 1 czy krykieta. Co więcej, obaj brytyjscy giganci medialni, Sky i BT, nie odnotowali na razie spadku liczby subskrypcji, a wręcz przeciwnie – wzrost.

 

Nie twierdzę jednak, że nic się w odbiorze sportu nie zmienia. To prawda, że dużej części widzów wystarczą bramki czy relacja live na portalu. Tylko że, moim zdaniem, nie wynika to z nowych preferencji milenialsów czy pokolenia Z, ale z narastającego przesytu transmisjami. Sojusz gigantów medialnych z ligami sportowymi i MKOl-em sprawił, że sportu w mediach jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Znużeni są tak samo dwudziestolatkowie, jak czterdziestolatkowie. Jeśli przez ostatnie pięć miesięcy mogłem zobaczyć mecze Wisły w Ekstraklasie i Pucharze Polski, mecze Legii z Borussią i Realem, mecze reprezentacji w eliminacjach MŚ, plus hitowe mecze Ligi Mistrzów – to mam dość i zamiast niektórych obejrzę tylko skróty. Część sportu zostawię w kategorii A (Appointment TV), a część przeniosę do kategorii B (telewizja letnia), choć kiedyś wszystko było „A”.

 

Od kilku lat w biznesie sportowym narasta klasyczna bańka spekulacyjna. Telewizje i kluby zarabiają coraz więcej, jest coraz więcej meczów, rozgrywek, transmisji. Coraz droższe są transfery, nieraz ich wartość jest oderwana od realnej wartości zawodnika. Wreszcie pojawiają się instrumenty spekulacyjne, jak TPO, o którym pisałem kilka lat temu. Słychać już pierwsze pomruki sponsorów, którzy orientują się, że wspieranie globalnych wydarzeń takich jak olimpiada przynosi mniejszy efekt niż kiedyś.
Na pewno w najbliższych latach będzie się działo. Około 2019 roku wygasają kontrakty telewizyjne za oceanem w NFL, NHL, NBA, MLB. Sponsorzy muszą szukać lepszego dotarcia do kibiców (choćby aktywizacja na stadionach, co już robi np. Virgin w Premier League). Na horyzoncie pojawia się też e-sport, który za kilka lat może być lustrzanym odbiciem sportu w realu. Z miliardami kibiców, zawodowymi ligami, federacjami sportowymi i zakładami bukmacherskimi… ale to już temat na odrębne opracowanie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing sportowy, Media, Sponsoring i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jaki los czeka sport na żywo?

  1. Master pisze:

    Dokładnie bańka to dobre określenie 😀 Kiedyś strzeli tak jak na rynku budownictwa w USA w 2007 roku.

  2. RE:Jaki los czeka sport na zywo? | Muller Blog НПП Валок Производство роликов МНЛЗ

  3. Maciej pisze:

    „…Telewizje i kluby zarabiają coraz więcej…” – a ile zarabiają piłkarze? Kwoty są horrendalne..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.