Football Leaks

Milczenie na blogu było dość długie, z różnych powodów. Kilka razy zabierałem się do pisania na jakiś temat, ale szybko okazywało się że inni zrobili to na tyle dobrze, że kolejny wpis na te sam temat byłby już wtórny. Tak było przy okazji pracy nad Strategią Krakowa, którą na blogu pochwalił Marek Staniszewski. Ostatnio trafiłem jednak na coś czego nie mogę pominąć.

Football Leaks to temat z pogranicza marketingu, sportu i dziennikarstwa śledczego. Ta tajemnicza grupa ujawniająca dokumenty klubów piłkarskich z całego świata. Nie wiadomo kim są jej członkowie, tropy prowadzą do Portugalii. Jak powiedział dziennikowi „New York Times” jej lider, określany jako „John”, FootballLeaks korzysta z rosyjskich serwerów i domen. Powodem jest fakt że tamtejsze władze niechętnie współpracują z Zachodnimi służbami i regulatorami. Według hiszpańskiego dziennika „AS” portugalska policja określa Football Leaks jako „międzynarodową grupę przestępczą”. Oni sami uznają się za rodzaj dziennikarzy śledczych, wyciągających brudy futbolowego biznesu. Przedstawiciel jednego z europejskich klubów mówi anonimowo: „Nikt nie wie co się dzieje, ale jednocześnie nie chciałby być w to wciągniętym”.

Sednem całej sprawy TPO czyli Third Owner Partnership. Zjawisko to opisałem kilka lat temu jako o niebezpieczne wchodzenie do futbolu kapitału spekulacyjnego. W skrócie działa to tak: klub X chciałby kupić dobrego zawodnika z zespołu Y ale brakuje mu pieniędzy. Nawiązuje więc współpracę z wyspecjalizowanym funduszem który dokłada brakującą sumę w zamian za procent podczas kolejnego transferu. Inaczej mówiąc, TPO to korzystanie z pomocy spekulantów. To określenie obejmuje każdego kto kupują jakieś dobro nie po to by je zużyć lub przetworzyć, ale sprzedać w przyszłości po wyższej cenie.
„Czynnikiem, który może pompować bańkę jest fakt, że kluby piłkarskie działają inaczej niż tradycyjne przedsiębiorstwa. Zamiast za wszelką cenę maksymalizować przychody i ciąć koszty, muszą osiągnąć jak najlepszy wynik sportowy wymagany przez kibiców i sponsorów. Panuje wyścig zbrojeń, który od lat nakręca ceny za transfery i pensje piłkarzy”.

Wizja masowego korzystania przez mniejsze kluby z TPO nie sprawdziła się, bo rok po tamtych słowach FIFA zakazała TPO. W lipcu 2015 roku belgijski sąd podtrzymał tę decyzję, oddalając pozew funduszu inwestycyjnego Doyen. Mimo tego na ofiary nie trzeba było długo czekać. Pierwszą jest holenderski klub Twente Enschede wyrzucony z ligi właśnie za TPO. Jeszcze w 2010 roku grał on w Lidze Mistrzów, rok później przyjechał do Krakowa na mecz z Wisłą w ramach rozgrywek Ligi Europy. Wtedy był to jeden z najsilniejszych klubów Holandii i Europy. Aby utrzymać pozycję pożyczył od wspomnianego już funduszu Doyen 5,5 mln euro w zamian za procent od transferu kilkunastu piłkarzy. Umowa była specyficznie skonstruowana. Gdyby Twente odrzuciło propozycje kupna ich zawodników składanych przez inne kluby (i tym samym naraziło Doyen na utratę zysków) musiałoby zapłacić odszkodowanie. Inaczej mówiąc klub jako organizacja sportowa rywalizująca w lidze piłkarskiej tracił możliwość prowadzenia własnej kupowania i sprzedawania zawodników, na rzecz funduszu inwestycyjnego. Holenderski związek piłkarski wszczął śledztwo, prezes Twente podał się do dymisji, klub dostał zakaz gry w europejskich pucharach, grozi mu też wyrzucenie z ligi.

Mam nadzieję że cała sprawa zmieni rolę agentów piłkarskich. Ludzie ci kiedyś działali w cieniu, byli pomocnikami piłkarzy. Po sprawie Bosmana (1995 r.) wyrośli na głównych rozgrywających, którzy sprzedają do bogatszych klubów nawet kilkunastolatków. W dokumentach przewijają się najgłośniejsze piłkarskie transfery ostatnich lat m.in. Ofiar Football Leaks i TPO będzie pewnie więcej. Radamela Falcao, oraz Jorge Mendes menedżer piłkarskich reprezentujący m.in. Cristiano Ronaldo i Jose Mourinho.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing sportowy i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Football Leaks

  1. Tomek Antosiewicz pisze:

    Third owner partnership zostawmy w spokoju, to Janusz albo Mietek kupujący na spółkę z ojcem używanego Golfa, a drugi właściciel płacze, jak sprzedaje. Mówimy raczej o third-party ownership. Jestem jakoś sceptyczny,co do uzdrowienia sytuacji na rynku transferowym. Duże firmy, takie jak np Roma, zatrudniają kreatywnych księgowych, patrz: http://www.asroma.pl/news/La-Repubblica-Nowe-i-stare-zakupy-Wydatek-100-mln-euro-13105
    Myślę, że kluby zaprzestaną tych kombinacji tuż po tym, jak banki czy fundusze inwestycyjne skończą ze spekulacjami. Kto by się przejmował Twente, kiedy tyle zostało do ugrania? Pokusa szybkiego progresu nadal jest silna, a rywalizacja w ligach zaciekła.

    • Jakub Müller pisze:

      Twente nikogo nie obchodzi, ale gdyby spotkało to Romę? Włosi byliby w lekkim szoku. Możemy to nazywać jak chcemy, cała rzecz sprowadza się do zadłużania się. Kluby zaczynają działać jak korporacje, ale o ile dotyczy to sprzedaży gadżetów, programów lojalnościowych, marketingu to ok. Jak zaczynają prowadzić politykę zadłużeniową tak jak korpo, to gorzej, bo biznes piłkarski bardziej zależy od przypadku. Dwie poważne kontuzje w zespole, słaby sezon, albo krach na rynku praw telewizyjnych i nagle klub zostaje z piłkarzami których nie jest w stanie spłacić. Jeśli z ligi zniknie jeden klub, jak kiedyś Juventus, to jest to nawet zdrowe, ale jak w kłopoty wpadnie równocześnie np. Juve, Roma i Napoli?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.