Celebryta atakuje, czyli wizerunkowa katastrofa Jerzego Janowicza

Z palącym smutkiem zabiorę głos w sprawie wygłupu Jerzego Janowicza, choć temat wizerunku sportowców jest mi szczególnie bliski. Dla przypomnienia: na konferencji prasowej po przegranym meczu w Pucharze Daviesa, odpowiadając na pytanie doświadczonego dziennikarza czy oczekiwania wobec naszych tenisistów nie były za duże, Janowicz aroganckim tonem głosił miastu i światu, że mamy za duże oczekiwania w każdym sporcie, a przecież „jesteśmy generalnie absolutnie krajem, który nie ma jakiejkolwiek perspektywy w sporcie, biznesie czy w życiu prywatnym dla nikogo. Studenci uczą się tylko po to, aby móc wyjechać. Trenujemy gdzieś po szopach i to nie tylko w tenisie. Zbigniew Bródka musi ćwiczyć za granicą. Więc dlaczego macie wobec nas jakieś oczekiwania? Może sami wyjdźcie na kort, przepracujcie całe życie w ten sposób, a dopiero potem miejcie oczekiwania. To mnie już śmieszy”.

 

To że oczekiwania są u nas nakręcane ponad miarę to akurat prawda. Specyficzna egzaltacja sprawia, że uwielbienie dla zwycięzcy po porażce zmienia się w mieszanie z błotem, na tym samym poziomie emocjonalnym. Liczba pozostałych bzdur które wypowiedział jest tak duża, że nie wiem w którym miejscu zacząć kopać – może mnie zwyczajnie rozboleć noga.

 

„Nie możecie mnie krytykować skoro nie gracie w tenisa”. To klasyka frustracji Panów Sportowców. Czy w domyśle oznacza, że krytykować sportowców mogą tylko ich koledzy, którzy potrafią grać równie dobrze jak oni? Idąc tym tropem krytycy filmowi i widzowie nie powinni narzekać na obejrzane filmy skoro sami nie umieją takich nakręcić. Krytyka to efekt rozczarowanych nadziei kibiców, a właśnie dzięki tym nadziejom Janowicz zarabia pieniądze. Bez emocji, zainteresowania, rozmów, komentarzy fanów nie podpisałby kontraktów z Play, Uniqa , Peguotem czy Atlasem. Profesjonalizm polega na kontrolowaniu przekazu szczególnie po porażkach – po zwycięstwach atmosfera jest tak dobra, że wszystkie słowa zawodnika zostaną zinterpretowane na jego korzyć. Wielu sportowców zatrudnia specjalistów, którzy uczą ich jak nie wylewać frustracji nawet jeśli w kolejnych wywiadach po porażce trzeba odpowiadać na to samo pytanie. Kilka lat temu było to problemem Justyny Kowalczyk, która w wywiadach mówiła o rzeczach nieistotnych dla nikogo poza nią samą, bywała złośliwa.

 
Dalej jest jeszcze zabawniej. Dwudziestotrzyletni Janowicz wypowiada się na temat emigracji, braku perspektyw w biznesie, życiu prywatnym (ktoś rozumie o co chodzi?) wpisując się w ten sposób w polską celebrytozę. Polscy celebryci znają się na wszystkim. Chętnie mówią o gospodarce, bo przecież zarabiają i wydają pieniądze, o zdrowiu bo chorują. W telewizyjnych wywiadach poradzą co gotować, w końcu kiedyś coś tam ugotowali. Polityka? Oczywiście, służą ekspertyzą. Krzysztof Ibisz prognozował że na Krymie „regularnych walk nie będzie. Jest i będzie wojna nerwów i światowej dyplomacji”, a Maciej Żurawski poszedł jeszcze dalej i przedstawił całą wizję stosunków polsko-ukraińskich. Pełno było tam prawd objawionych typu: „poprzez czysto ludzką współpracę z Ukraińcami ich organizacjami, uniwersytetami, klubami sportowymi itp. możemy zrobić więcej niż politycy negocjujący z politykami”.

 
Sportowiec powinien się skupić na tym żeby celnie kopać piłkę z woleja, mocno serwować czy szybko przebierać nogami na bieżni. Kiedy wygaduje brednie o dziennikarzach którzy go nadmiernie krytykują czy tłumaczy porażkę na Euro 2012 tym że związek dał drużynie za mało biletów które chcieli rozdać znajomym, to można się pośmiać.  Idiotyzmy sfrustrowanego dzieciaka „o braku perspektyw w biznesie” to co innego. One są po prostu groźne dla społeczeństwa. Wielu ludzi może w to uwierzyć. Jakiś maturzysta pomyśli, że naprawdę „studenci uczą się tylko po to, aby móc wyjechać” i zrezygnuje z dalszej nauki. Jeśli Janowicz chce naprawdę pomóc w rozwiązaniu wielu problemów, powinien wziąć   przykład z Marcina Gortata, zresztą też pochodzącego z Łodzi, który założył fundację MG13 pomagającą młodym ludziom realizować sportowe marzenia. Gortat poświęca prywatny czas i zamiast urlopu przylatuje do Polski, biorąc udział w zajęciach z dziećmi.

 

Kiedyś zapytano Stinga, jak to możliwe że mimo odniesienia tak olbrzymiego sukcesu, pozostał normalnym, skromnym człowiekiem, bez żadnych objawów sodówki. Odpowiedział że wszystko dlatego, że sławę zdobył dopiero około trzydziestki. Wcześniej zarabiał na życie jako nauczyciel. Przykro mi że Janowicz sukces osiągnął tak wcześnie, że głowa nie nadążyła za mięśniami.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing sportowy, Media, Public Relations, Sponsoring i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Celebryta atakuje, czyli wizerunkowa katastrofa Jerzego Janowicza

  1. reklaMAN pisze:

    I prawidłowo. Zgadzam się na tyle, że mogę się tylko podpisać pod Twoim wpisem. Już jeden taki był, który po przegranym półfinale Ligi Mistrzów rzucił coś w stylu: „Przegraliśmy w karnych, po 210 minutach gry. A oceniają nas ludzie, którzy z zadyszką wchodzą na pierwsze piętro”. Nic z tego. Facet stracił pracę przez igranie z mediami. Dziś pracuje w Chelsea :).

  2. Jakub Müller pisze:

    @Reklaman, dzięki. Dużo zależy od tego kto mówi. Jeśli coś takiego powiedziałby doświadczony zawodnik, który dużo osiągnął, jak Zinedine Zidane czy Robert Korzeniowski – to ocena byłaby inna. Kiedyś Henryk Kasperczak, jako trener Wisły, powiedział że dziennikarz to eunuch który wie jak robić, ale sam nie umie. Wszyscy przyjęli to na wesoło.

    Co innego niż w przypadku aroganckiego, sfrustrowanego dzieciaka. Takich wcześniej było wielu. Patryk Małecki wyrzucał ze stadionu Wisły kibiców, którzy ośmielili się gwizdać gdy grał słabo. Do dzisiaj nie odnalazł formy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.