Piłka na bańce spekulacyjnej

„Ryzyko zostanie rozłożone. Może dzięki temu będziemy poważniejszym graczem na rynku” – rozmarzył się kilka tygodni temu prezes Legii Warszawa Bogusław Leśnodorski w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.  W zimie klub rozpocznie współpracę z funduszem inwestycyjnym, który częściowo sfinansuje transfery zawodników. Jeśli piłkarz będzie kosztował 2 miliony, to Legia zapłaci milion, a fundusz dołoży drugi. Proceder nazywany Third Party Ownership Łukasz Godlewski opisał wyczerpująco od strony sportowej ,  przewidując, że z połączenia piłki z biznesem nie wyniknie nic dobrego. To ostatnie warto rozwinąć od strony biznesowej. I mieć nadzieję, że prezes Legii jeszcze przemyśli ten pomysł.

W ujęciu ekonomicznym TPO to korzystanie z pomocy spekulantów, czyli osób i firm które kupują jakieś dobro nie po to by je zużyć lub przetworzyć, ale sprzedać w przyszłości po wyższej cenie. Oczywiście spekulujemy wszyscy grając na giełdzie czy oszczędzając na emeryturę w OFE. Spekulacja wspiera funkcjonowanie rynku, jest czymś pozytywnym, ale tylko do momentu kiedy nie zaczyna dominować tak mocno, że ceny zaczynają funkcjonować w oderwaniu od realnej wartości produktów, których dotyczą. Powstaje bańka spekulacyjna.

Funkcjonowanie biznesu piłkarskiego dobrze pokazuje wykres wartości rynkowej Roberta Lewandowskiego prezentowanej na wykresie portalu transfermarkt. Najdroższy pod względem reklamowym polski piłkarz został sprzedany z Lecha Poznań do Borusii Dortmund w maju 2010 roku za 4,5 miliona euro. Jak wskazuje wykres portalu Transfermarkt, tuż po transferze jego wartość rynkowa wzrosła do 6 milionów. W kolejnych latach było to 7, 12, 15, 20 – aż do obecnych 35 milionów.

Wzrost wartości rynkowej Roberta Lewandowskiego

Przypomina to trochę handel niewolnikami. Zawodnicy sprowadzani za grosze z Ameryki Południowej, Afryki, Europy Wschodniej czy Azji od razu po podpisaniu kontraktu w Anglii, Hiszpanii, Włoszech, Niemczech, Portugalii, Holandii czy Belgii mocno zyskuje na wartości. Jeśli potwierdzą klasę to w kolejnych kilkunastu meczach, przechodzą do lepszego klubu już za wielokrotność początkowej stawki.

Akurat wbrew wizjom Leśnodorskiego, Legia jest na razie względnie bezpieczna, podobnie jak Wisła czy Lech. Mogą sprowadzić wspólnie z funduszami inwestycyjnymi jednego czy dwóch piłkarzy, ale są zbyt słabe żeby robić to na większą skalę. Dostarczają względnie tani materiał na ubrania do sieciówek, a nie unikatowe  kolekcje z najwyższej półki. Lech Poznań trzymając u siebie Lewandowskiego dłużej, nie zarobiłby więcej niż to co zapłaciła Borussia. Daleko do najlepszych klubów portugalskich Benfiki, Porto, Sportingu które grając w średniej lidze portugalskiej mają wyrobioną w Europie markę. Benfica Lizbona współpracująca ze swoim funduszem Benfica Stars Fund sprowadza Brazylijczyków, którzy łatwo się aklimatyzują ze względu na podobny klimat, język i kulturę, po czym sprzedaje ich, nie za 4,5 miliona jak Lech Poznań Lewandowskiego, ale za 10 czy 20 milionów.

Ok, załóżmy na chwilę że Leśnodorski jest wizjonerem i Legia jednak wyjdzie na swoim. Będzie to oznaczało, że system sprawdza się na tyle, że jej śladem pójdą inne kluby polskie, norweskie, czeskie, rumuńskie, a do piłkarskiego biznesu nagle wpompowany zostanie potężny kapitał spekulacyjny, a ceny wzrosną że skończy się to bańką spekulacyjną. Czynnikiem sprzyjającym jest długi czas inwestycji w piłkarza, który pozwala maksymalizować wartość. Tak jak na rynku nieruchomości, który regularnie funduje nam bańki spekulacyjne kończące się kryzysami. Pokazuje to liczba zbudowanych nowych wieżowców w Nowym Jorku w ciągu ostatnich stu lat. Wykres najeżony jest pikami, które poprzedzały kryzysy gospodarcze z lat 1929, 1973, 1987 i 2000.

Wysokościowce zbudowane w Nowym Jorku w latach 1890-2010

źródło: W. Goetzmann, F. Newman, Securitization in 1920’s, NBER Working Paper

Drugim czynnikiem, który może pompować bańkę jest fakt, że kluby piłkarskie działają inaczej niż tradycyjne przedsiębiorstwa. Zamiast za wszelką cenę maksymalizować przychody i ciąć koszty, muszą osiągnąć jak najlepszy wynik sportowy wymagany przez kibiców i sponsorów.  Panuje wyścig zbrojeń, który od lat nakręca ceny za transfery i pensje piłkarzy. 57 milionów euro z  transferu Neymara do Barcelony podzieliły między siebie jego poprzedni klub brazylijski Santos, fundusz inwestycyjny TEISA, kilka milionów zarobili też pośrednicy. Real Madryt zapłacił po ok. 90 milionów euro za Garetha Bale’a i Cristiano Ronaldo za pieniądze pożyczone od banku. Najlepsi piłkarze zmieniają kluby za 50-60 milionów euro, choć jeszcze dekadę temu było to 20-30 milionów. U nas przed dwoma laty przeinwestowała Wisła Kraków. Ceną za osiągnięte sukcesy sportowe były  przygniatające długi, które kończy spłacać dopiero teraz.

Bańka spekulacyjna zawsze rośnie powoli i nie da się przewidzieć kiedy pęknie. Real czy Barca zawsze sobie poradzą, zarabiając krocie na prawach telewizyjnych i sponsoringu. Pytanie co będzie, gdy ceny piłkarzy będą dalej rosły bez kontroli regulatora, a spekulować na rynku transferowym zaczną mniejsi i słabsi gracze? Czy nie staną się odpowiednikiem biedniejszych Amerykanów, którzy pod koniec lat 90., zachęcani przez banki, brali kredyty licząc że w razie kłopotów sprzedadzą nieruchomość, spłacą długi i jeszcze coś im zostanie. Gdy rynek się załamał zostali z domami, których wartość była większa niż ich zadłużenie. Parafrazując słowa ekonomistów śledzących bańki spekulacyjne w nieruchomościach, może się kiedyś okazać, że optymizm na rynkach finansowych ma moc wzmacniania drużyn piłkarskich, ale nie sprawi że piłkarz sam za siebie zapłaci.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing sportowy i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Piłka na bańce spekulacyjnej

  1. chris pisze:

    Coraz częściej wspomina się, o tym, że kluby piłkarskie mają być traktowane jak inne przedsiębiorstwa, więc przyszłość tych najmocniej zadłużonych wcale nie jest pewna.

    Mnie najbardziej dziwi zachowanie piłkarzy, którzy pozwalają sobą handlować, zamiast podpisywać krótokterminowe kontrakty. Uchroniłoby to kluby przed wydatkowaniem astronomicznych kwot oraz ograniczyło obecność w piłce wszelkiej maści pośredników.

  2. Pingback: Football Leaks | Müller Blog

  3. Pingback: Jaki los czeka sport na żywo? | Müller Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.