YouTube chce być telewizją sportową przyszłości

YoutubesportCzęsto jest tak, że wiadomości przechodzące bez echa, później okazują się zaskakująco istotne. Tak było tym razem w przypadku YouTube’a. Wiadomość o wejściu serwisu na rynek transmisji sportowych, którą podał magazyn „Time” , która nie została zauważona przez polskie media (przynajmniej ja na nią nie trafiłem). To dużo ważniejszy news, niż klasyka polskiego kina dostępna na YouTube.

Czemu to ważny news? Powstały w 2005 roku YouTube, od dawna nie służy tylko do oglądania śmiesznych, amatorskich filmików.  W grupie wiekowej 18-34 ma większy zasięg niż jakikolwiek kanał tradycyjny: co minutę trafia tam 100 godzin filmów, także sportowych. Założony w 2006 roku oficjalny kanał FC Barcelony ma 165 mln. wyświetleń, a rok starszy kanał NBA  aż 1,4 mld.

W świecie w którym internet obniża cenę informacji, zmniejszając rynek pośrednictwa, transmisje sportowe to jedna z ostatnich treści za które odbiorcy chcą płacić. Tygodnik opublikuje głośny artykuł? Niedługo jego najważniejsze tezy i fragmenty znajdą się na portalach internetowych. Podobnie za darmo można książki, muzyka i filmy. NC+ czy Polsat Cyfrowy mogą promować kanały filmowe, ale i tak każdy film w podobnej jakości tuż po premierze jest ściągany z internetu. Transmisji sportowych to wciąż nie dotyczy. To treść atrakcyjna tylko w ściśle określonym momencie – mecze oglądane w internecie 5 godzin później, gdy wynik jest znany, nikogo nie zainteresują. Wiem, wiem są pirackie serwisy streamingowe. Tylko, że każdy kibic wie że ich jakość jest kiepska, szczególnie w czasie najważniejszych meczów odtwarzanych w tym samym momencie na milionach komputerów. Transmisja jest wtedy szarpana, często się wiesza. Za obejrzenie sportu w dobrej jakości wciąż warto zapłacić albo bezpośrednio płacąc abonament, albo pośrednio idąc do pubu, który taki abonament płaci. To sprawia, że prawa telewizyjne kosztują korcie. Za trzy sezony piłkarskiej Ligi Mistrzów brytyjska Sky zapłaciła 470 mln. euro, sezon NBA to 700 mln. euro, NFL 2,2 miliardy euro (choć tu na cenę wpływa Super Bowl). Telewizje płacą w zamian dostając dużą oglądalność i pieniądze abonenentów, które pozwalają uniezależnić się od kapryśnego rynku reklamowego. Dlatego ITI stworzyło platformę N, a Zygmunt Solorz – Cyfrowy Polsat. Walka o klienta idzie na noże, co pokazało zamieszanie z NC+.

YouTube na pewno nie będzie kupował praw telewizyjnych rywalizując z gigantami. Podobnie jak Google podkreśla, że jest platformą technologiczną, a nie dostawcą treści. Liczy na uzupełnianie oferty czyli sporty, które dla tradycyjnych nadawców są zbyt niszowe. Kanał Willow TV, transmitujący mecze krykieta będzie można obejrzeć za 14,99 dolarów miesięcznie, podobnie dwanaście innych dyscyplin sportowych, wśród nich alternatywne sztuki walki w stylu MMA. Jak zauważył kiedyś analityk i szef agencji Burson-Marsteller, Mark Penn, w sporcie, tak jak w muzyce i filmie, zyskują niszowe dyscypliny przyciągające fanów, zmęczonych hiperkomercją masowych sportów z krzykliwymi reklamami od ściany do ściany i niekontrolowanymi pensjami zawodników. W Stanach Zjednoczonych w ostatnich piętnastu latach zmalała liczba ludzi grających w bejsbol, koszykówkę czy tenisa. Co w zamian? Fanów zyskuje jazda na rowerze po górach, wędrowanie z plecakiem,  jazda na deskorolce, łucznictwo (!), spływanie kajakiem/pontonem. Na pierwszej nowożytnej olimpiadzie w 1896 roku konkurowano w czterdziestu trzech dyscyplinach. Obecnie w trzystu dwóch.

Oprócz uzupełniania oferty gigantów telewizyjnych, jest też współpraca, szczególnie w kontekście rosnącej popularności telewizorów z dostępem do internetu. YouTube emitując wybrane, krótkie treści mógłby zachęcać do przełączenia się do głównego, płatnego kanału. To ostatnie jakoś nie za bardzo sobie wyobrażam. Z drugiej strony, czy kilka lat temu ktoś przypuszczał, że YouTube będzie sprzedawał reklamy i zaoferuje coś więcej, niż głupawe filmiki w rodzaju „Charlie bit my finger”?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing sportowy, Media, Trendy i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.