Od hamburgerów do Doliny Krzemowej – spostrzeżenia z Ameryki

TransamericaTen wpis był w planach od początku maja, gdy wróciłem z urlopu w Stanach Zjednoczonych. Wyjazd był prywatny, ale zanotowałem kilka spostrzeżeń marketingowych dotyczących wszystkiego, co wydało mi się ciekawe: od zachowań konsumenckich, specyficzne marki, aż po wrażenia z krótkiej wieczornej przejażdżki po siedzibach technologicznych firm technologicznych w Dolinie Krzemowej. Opinia o Ameryce jako pasjonującym, momentami dziwnym kraju kontrastów, sprawdziła się w całej rozciągłości. Widząc jedną tendencję, można być pewnym że za jakiś czas zobaczymy coś dokładnie przeciwnego. Przykładem produkty spożywcze: z jednej strony olbrzymi wybór w każdej kategorii, nawet w miejscach w który z zasady asortyment jest ograniczony. Jadąc z San Francisco do Los Angeles zatrzymałem się na kawę na małej stacji benzynowej. Okazało się, że kawa dostępna jest w kilkunastu wariantach smakowych.

kawa2
Z drugiej strony niektóre marki z premedytacją ograniczają ofertę. Sieć fast food In-N-Out, według wielu oferująca najlepsze hamburgery na Zachodnim Wybrzeżu, istniejąca od 1948 roku, sprzedaje tylko trzy zestawy określane cyframi: 1,2 lub 3 czyli „double-double”, cheesburger i hamburger – wszystkie z frytkami i napojem gazowanym.

InN Out

Jest też tzw. „Niezbyt tajne menu”, liczące 6 pozycji, którego nie ma na tablicy. Żeby je poznać wystarczy np. wejść na stronę sieci, ale wchodząc z ulicy i nie mając o tym pojęcia wybierałem tylko z kilku pozycji. Podobnie ograniczony wybór był w centrum San Francisco, w lokalu z hamburgerami o fajnej nazwie Super Duper.

Super Duper

Co ciekawe, o realizacji zamówienia informuje migotaniem niewielka podkładka, otrzymywana przy kasie.

Super Duper2

Kaloryczne jedzenie sprawia, że przytyć jest łatwo, ale kontrastem do wielu ludzi mających problemy z otyłością, są ci bardzo zadbani, którzy regularnie ćwiczą – „klasa średnia” jeśli chodzi o sylwetkę jest stosunkowo niewielka, dużo mniejsza niż w Polsce. Mnóstwo jest siłowni, także 24-godzinnych. Poniżej jedna z nich, która była pełna, mimo wczesnego popołudnia w środku tygodnia.

siłownia

Niedaleko niej była siedziba agencji Pacific Digital Image. Budynek niepozorny, ale uwagę  przykuwał zaparkowany przed nim stary samochód, pomalowany w barwy fasady. Wrażenie robią też klienci agencji widniejący na stronie firmy: Amazon, Disney, Google, General Motors, Lego, T-Mobile, Gap, Chevrolet, Cisco, eBay, Nintendo.

PDI

Mieszkałem w San Jose czyli w Dolinie Krzemowej, będącej elementem aglomeracji, którą Amerykanie nazywają Bay Area (z grubsza miasta San Francisco-Oakland-San Jose). Lista tamtejszych firm technologicznych jest imponująca: Facebok w Palo Alto, Google w Mountain View, Youtube w San Bruno, Oracle i Electronic Arts w Redwood City, Apple w Cupertino, Intel, Cisco, Sun Microsystems, Adobe w San Jose, Tivo w Alviso. Granice między wymienionymi miastami są umowne, z reguły jedno płynnie przechodzi w drugie, mniej więcej jak u nas na Śląsku. Wszystkie ze sporą ilością zieleni, nisko zabudowanymi domami, poprzecinanymi wielopasmowymi ulicami i biurowcami. Obecność gigantów mocno winduje pensje. W 1993 średnie zarobki w Silicon Valley wynosiły niecałe 40 tys. dolarów i były zbliżone do średniej krajowej wynoszącej niecałe 30 tys. Potem nastąpiło rozwarcie nożyc: w 2011 roku, gdy średnia krajowa nie przekraczała 50 tys. dolarów, zarobki w Dolinie Krzemowej poszybowała w górę do 90-100 tys. To przekłada się na ceny. W 2012 mediana ceny domu wynosiła w USA niecałe 200 tys., a w Silicon Valley  prawie 700 tys. Luksusowe modele aut są tam powszechne. Na każdym skrzyżowaniu ze światłami widać najnowsze modele luksusowych marek: Porsche, Lexus, Jaguar, Mercedes.

Któregoś wieczoru wybrałem się na przejażdżkę, żeby zobaczyć siedziby Facebooka, Google i Apple. Ze względu na rodzinny charakter wyjazdu nie miałem czasu, aby organizować wejścia do środka, więc skończyło się tylko na rzucie oka z zewnątrz. Budynek Facebooka (jeden z wielu) na ulicy Hacker Way 1 wyglądał najbardziej niepozornie. Zwykły jednopiętrowy biurowiec.

FB siedziba

Na mocno zapełnionym parkingu (był piątek) są stanowiska dla matek spodziewających się dziecka i do ładowania samochodów elektrycznych.

FB exp mother
Wokół cały czas jeździ samochód ochrony, który namierzył mnie niemal od razu. Obsługa wytłumaczyła, że nie mogę robić zdjęć przez okna, choć niebezpieczeństwa nie było bo rolety były szczelnie zaciągnięte.

FB ochrona

Większe wrażenie robią budynki Google, to niemal osobne miasto – równie skrupulatnie pilnowane.

Google siedziba
Najluźniej strzeżony było pod budynkiem Apple, albo inaczej: ochrona była tam najbardziej dyskretna.

Apple siedziba

Na koniec dwa zastrzeżenia. Pierwsze: wszystko co widziałem dotyczy głównie Kalifornii, która choć narzuca trendy całej Ameryce, to jest inna niż Wschodnie Wybrzeże, nie mówiąc o tradycyjnych stanach rolniczych. Po drugie, spostrzeżenia powstały na podstawie zaledwie dwutygodniowego pobytu, więc często są to pewnie obserwacje powierzchowne, drobiazgi. Opisałem po prostu to co wydało mi się ciekawe.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Trendy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.