Podcięte skrzydła „Red Bulletin”

Red BulletinKilka lat temu regularnie czytałem „Red Bulletin”, magazyn Red Bulla dołączany bezpłatnie do „Gazety Wyborczej”. Kilka dni temu zauważyłem, że ostatni numer wydano w grudniu 2011 r. Co prawda wśród partnerów nadal wymieniana jest „Gazeta Wyborcza”, ale Polski nie ma nawet na liście krajów w których ukazuje się ten magazyn z globalnym nakładem 3,2 mln egzemplarzy. Czy ktoś wie co się z nim dzieje? To koniec projektu w Polsce?
To istotne nie dlatego, że pismo było całkiem fajne, robione na wysokim poziomie. Przede wszystkim „Red Bulletin” uważany jest za modelowe medium przyszłości. Coś więcej niż typowe magazyny publikujące wywiad z prezesem i rady jak używać produkt, jakie od lat wydaje niemal każda korporacja. John Deere, amerykański producent maszyn rolniczych słynących z legendarnej trwałości, pierwszy numer drukowanego magazynu w którym opisywano nowe techniki uprawy, wydał w 1895 roku. Obecne magazyny korporacyjne to w zasadzie samodzielne media, z osobnymi redakcjami których od działów reklamy nie oddziela żaden mur. To zatarcie granicy między marketingiem, a dziennikarstwem. Dziennikarz „Washington Post”, Paul Fahri usłyszał niedawno od rzecznika korporacji technologicznej Verizon, że pracownicy tworzący firmowy magazyn nie uważają się za prowców. Byli nimi w starym modelu mediów, gdy tworzyli historie, aby zainteresować „Washington Post”. W nowym modelu konkurują z nim o uwagę czytelników. Są w stanie to zrobić mając do dyspozycji 75 dziennikarzy, redaktorów i grafików. Oczywiście jest jeden problem: obiektywizm. Czy opiszą wady swoich produktów i kryzysy które przechodzą? – Oczywiście nie, chcemy być autentyczni, ale musimy pilnować naszych interesów ekonomicznych – odpowiada rzecznik Verizon.

 

Koniec „Red Bulletin” pokazuje, że trendy na rynku mediów ze Stanów Zjednoczonych czy Niemiec niekoniecznie sprawdzą się w Polsce. Nie wierzę na przykład, żeby dziennikarstwo śledcze były w stanie finansować fundacje pozarządowe, tak jak w USA. Podobnie trudno zakładać, że  w najbliższej przyszłości media firmowe zastąpią nad Wisłą media tradycyjne. „Red Bulletin” z powodzeniem wychodzi w krajach o korzeniach anglosaskich  (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, RPA, Australia) i na bogatych rynkach europejskich (Niemcy, Austria, Szwajcaria, Francja) – czyli tam gdzie czytelnictwo prasy jest tradycyjnie wysokie. W Polsce „Gazetę Wyborczą” kupiło w czerwcu 240 tys. ludzi. Trwa Euro 2012 pierwsza tak duża impreza w Polsce, samobójstwo popełnia gen. Sławomir Petelicki, do użytku oddawane są nowe drogi, trwają matury, a największy opiniotwórczy dziennik w kraju kupuje tyle osób ilu mieszkańców ma Częstochowa.

UPDATE: wczoraj koleżanka w redakcji zwróciła mi uwagę, że w USA i innych krajach „Red Bulletin” także nie wychodzi o kilkunastu miesięcy. Szukałem dokładnych informacji i wychodzi na to, że dostępna jest tylko darmowa wersja elektroniczna – chyba nie ma już wersji drukowanej dołączanej do ogólnokrajowych dzienników.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Media i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.