Krzysztof Stanowski o mediach, czyli lekarzu lecz się sam

Szeroko dyskutowany tekst Krzysztofa Stanowskiego jest potrzebny, bo uświadamia problem tabloidyzacji mediów odbiorcom, którzy dotychczas nigdzie o tym nie czytali, choć dyskusja toczy się od dawna – ostatnio głos zabierał Stanisław Trzciński.

Stanowski wskazując na ogłupiający nadmiar banalnych informacji z show biznesu, nie pisze że problem jest głębszy niż tylko lenistwo odbiorców i niekompetencja dziennikarzy. To efekt logiki działania mediów w internecie. W największym skrócie: w Sieci trudno utrzymać duże zespoły dziennikarzy tworzących wartościową treść, więc zamiast tego media skupiają się na komentowaniu tego o co znajdą w gazetach, najczęściej wybierając fragmenty informacyjnego fast-food. Efektem zalew efektownej, taniej w pozyskaniu treści. Tak działają niemal wszyscy. Agora ma zarówno drukowaną „Gazetę Wyborcza” i „Duży Format” z artykułami tworzonymi przez fachowców, jak i portal Gazeta.pl, w którym można znaleźć ranking „Stu najlepszych biustów polskiego show biznesu”.

Także założony przez Krzysztofa Stanowskiego portal o piłce nożnej Weszło, który zresztą często czytam, zbudował reputację i zasięg właśnie dzięki tej logice. Składał się z komentarzy, które były anonimowe, skrajnie krytyczne, prześmiewcze, nieraz wulgarne. Odsłaniał niekompetencję i lenistwo zawodowych dziennikarzy sportowych oraz gierki menedżerów, ale nie było żadnego informowania, własnego zespołu dziennikarskiego, czy bardziej złożonych artykułów. Niestety innej drogi nie było. Budowa na samym początku drogiej w utrzymaniu, profesjonalnej redakcji szybko doprowadziłaby Weszło do bankructwa. W Sieci, wobec ogromnej konkurencji, nie ma znaczenia czy zainwestujesz na początku 5 tysięcy czy 50 tysięcy – szansa na sukces jest z grubsza podobna. Dla reklamodawców wartość merytoryczna materiałów, na krótką metę, nie ma znaczenia. Czasochłonna, wielowymiarowa analiza gry reprezentacji polski, zbiera takie same kliknięcia odbiorców, jak szyderczy tekst o piłkarzu Ekstraklasy, który rozbił samochód po pijaku. Klik, klik – za oba reklamodawcy zapłacą tyle samo.

Wobec zalewu informacji, to konsument decyduje co czyta. Dlatego Stanowski nie ma racji, gdy pisze: „Mam pretensje do mediów, bo wydaje mi się, że szkołę ukończyłem jako osoba o trochę większej wiedzy o świecie. Odkąd zdałem się na zawodowych dziennikarzy, by mi tę wiedzę dostarczali, odtąd idiocieję”. Czy brakuje wartościowych źródeł wiedzy? Brakuje specjalistycznych stron w internecie? Tygodników opinii? Blogów o polityce zagranicznej? Wielu dziennikarzy pisze świetne wartościowe teksty, nikt nie zabrania mu czytać. Za wiele z nich trzeba płacić, a przede wszystkim, ich przeczytanie wymaga większego wysiłku niż kliknięcie w tekst o Natalii Siwiec.  Krzysztof Stanowski sam może się wyleczyć z ogłupienia. Istotne nie jest to, żeby znać rządzących w Chinach czy w Izraelu – to można sprawdzić w kilka sekund w Wikipedii. Liczy się rozumienie procesów. „Wiem, że Depardieu został obywatelem Rosji, a nie wiem, kto rządzi Chinami” – pisze Stanowski. A właśnie znając związki przyczynowo-skutkowe można z kretyńskiego zachowania Depardieu, dowiedzieć się więcej o współczesnej Francji i Rosji, niż z faktu znajomości nazwisk wszystkich członków gabinetów tych krajów, w tym minister sprawiedliwości, która „pruła się na potęgę i nie wie, z kim ma dziecko”.

Inna sprawa, że wpis dotyczy narastającej ignorancji w sprawach międzynarodowych, najtrudniejszego elementu dziennikarstwa. To coś jak oddziały pediatryczne w szpitalach – niezwykle potrzebne ze społecznego punktu widzenia, ale ekonomicznie najmniej efektywne. Trudno pisać o Rosji, USA czy Hiszpanii zza biurka. Trzeba być na miejscu, mieć kontakty, obeznanie, a to wszystko kosztuje. Ludzie chętniej interesują się czymś co ich dotyczy bezpośrednio, typu uliczna bójka, niż bardziej abstrakcyjnymi, ale dużo ważniejszymi informacjami z zagranicy. Niestety, w polskich mediach świat nie istnieje. Albo istnieje tylko przy okazji trzęsień ziemi, powodzi i strzelanin. Symboliczne jest  niedawne odejście z „Gazety Wyborczej”, Wojciecha Jagielskiego najlepszego specjalista od Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu.

Na szczęście tocząca się dyskusja o Piano Media i tabloidyzacji mediów sprawia, że jestem optymistą. Wierzę, że widać światełko w tunelu i za jakiś czas czytelnicy zaczną doceniać treść wyższej jakości. Także w internecie. W końcu Weszło też od jakiegoś czasu zatrudnia dziennikarzy i ma więcej własnych materiałów.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Media i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Krzysztof Stanowski o mediach, czyli lekarzu lecz się sam

  1. sony pisze:

    Ciekawy argument z Depardieu – jest to dobry przykład, że rozdzielanie artykułów wartościowych od papki nie zawsze jest możliwe. Treść najlepiej wytworzyć sobie samemu w oparciu o kilka źródeł. Być może Stanowski siedząc w szkolnej lawie tak mocno opierał się na autorytecie nauczycieli, że teraz pogubił się w labiryncie dzisiejszych mediów. Jak jak nie lubi tracić czasu na żmudne pisanie (co przyznaje w dzisiejszej odpowiedzi) tak nie trudzi się dogłębnym śledzeniem tematów. Jego portal „Weszło” także nie oferuje zbyt ambitnej wiedzy. Na pierwszy rzut oka można się tam dowiedzieć , np że Edgar Cani uaktywnił się na facebooku. A jednak korzystając z takich, czesto tabloidowych treści, można zyskać pełniejszy obraz – w tym przypadku polskiego środowiska piłki nożnej

  2. Chris pisze:

    Niewiedza nie wynika z postawy czy zawartości mediów. Aczkolwiek znacznie łatwiej jest powiedzieć,
    „jestem głupi bo korzystam ze współczesnych mediów”,
    niż
    „jestem głupi bo nie chce mi się poszerzać zdobytej kiedyś w szkole wiedzy”.

    Łatwiej jednak jest się bić w cudze piersi, przyjmując, nie wiedzieć z jakiego nadania, postawę reprezentanta milionów.

  3. Jakub Müller pisze:

    @sony, @Chris, Mam wrażenie, że to trochę tak, jak z aktywnością fizyczną. Do momentu ukończenia edukacji, o ruch każdego z nas dbały szkoły, uczelnie i rodzice: lekcje WF, zajęcia pozalekcyjne, letnie kolonie i obozy. Jako dorośli jesteśmy indywidualnie odpowiedzialni. Jednym łatwiej, innym trudniej, ale wielu tłumaczy się, że nie uprawia żadnego sportu przez brak czasu. Tak samo Stanowski, tłumaczy własne lenistwo w pogłębianiu wiedzy zapracowaniem, zwalając winę na dziennikarzy.

  4. Chris pisze:

    @Jakub.
    Miałbyś rację tak sprawę podejmując, ale w tym przypadku tak nie można. Stanowski bowiem jako dziennikarz, zatem poniekąd osoba publiczna, nie może własnej indolencji zwalać na kogokolwiek poza samym sobą, bowiem forsuje fałszywy z gruntu pogląd o czyjejś tam odpowiedzialności za ludzką głupotę/niewiedzę/chamstwo/niepotrzebne skreślić.
    Tymczasem, zgodnie z powiedzeniem „jesteś tym co jesz”, jesteś także tym, co czytasz, wiesz, umiesz, robisz. Indywidualnie, na własny rachunek. Dziennikarz powinien to rozumieć i uderzyć się we własne piersi kogoś, kto dostarcza pudelkową treść.

  5. Pingback: Andrzej Skworz ma rację | Jakub Müller

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.