Elity podatne na tabloidyzację

Dyskusja o tabloidyzacji polskich mediów przebiega w coraz szybszym tempie. To dobrze bo problem jest istotny. Jako dziennikarz serwisu internetowego o marketingu sporo myślę nad relacją między treścią tanią, która przyciąga uwagę bo jest łatwa w odbiorze i efektowna, oraz treścią jakościową, najczęściej droższą. Dyskusja na szerszą skalę zaczęła się od wypowiedzi Grzegorza Miecugowa, który stwierdził że tabloidyzacja mediów to tabloidyzacja odbiorców, a na rynku nie można abstrahować od tego, czego chce widz. To wybór widza, który chce o 20.00 oglądać rozrywkę przaśną. Telewizje komercyjne zwracają się w stronę większości, która woli „naparzankę”. W ostatni poniedziałek tematem zajął się Tomasz Lis w swoim programie emitowanym w TVP. Wśród gości Ilona Łepkowska, Grażyna Torbicka, Piotr Najsztub i Karolina Korwin-Piotrowska.  Wnioski? Takie jak zawsze. Podobnie jesienią ubiegłego roku, podczas Lwów PR w  piersi bił się Paweł Płuska z TVN, przyznając się do pogoni za sensacją, tworzenia coraz krótszych, rozrywkowych materiałów – od razu dodając z rozbrajającą szczerością, że nic na to nie poradzimy.

Fajnie, że temat zaistniał, ale miałem nadzieję, na bardziej konstruktywną diagnozę i wnioski. Na te trafiłem już po programie na blogu Stanisława Trzcińskiego, który zamiast ciągłego powtarzania z samozadowoleniem, że to wina odbiorców, że inaczej się nie da szuka pra-przyczyny zjawiska w trójkącie media-reklamodawcy-odbiorcy. Treści emitowane w telewizji i puszczane w radiu, dobierane są na podstawie badań. Problem w tym, że nie identyfikują one bardziej wymagającego czytelnika. Ludzie obyci, oczytani, mający szersze horyzonty są często zbyt zajęci by uczestniczyć w badaniach telefonicznych, a że to grupa w skali ogólnopolskiej relatywnie niewielka, umyka więc w statystykach. Koncerny kierując ofertę do masowych klientów, nie wydają na dokładne badanie tego segmentu. „Zagubiony został kawał naszego społeczeństwa. Nie dywersyfikujemy rynku na masowy i ten premium” – pisze Trzciński. W ogóle mam wrażenie, że media poszły za tym trendem, zapominając że dla  najcenniejszy dla gazet, stacji radiowych czy telewizji jest właśnie klient inteligencki. Wydawcy nie zauważyli, że przez ostatnią dekadę polska zmieniła się, a ambitniejsi widzowie (co nie znaczy, że najbogatsi), których jest kilka milionów, zaczynają unikać masowych mediów.

Po przeczytaniu wpisu zastanawiam się dlaczego tak się stało? Dlaczego przez dekadę od „Big Brothera” uważanego za symboliczny początek tabloidyzacji, wydawcy nie zauważyli że ludzie interesują się też czymś ambitniejszym? Na pewno ambitniejszym niż serial z dialogami typu: – Józefie, gdzie jest pleban? – Na plebanii, – Ah niesłychane… Przychodzi mi do głowy mechanizm zauważony przez Marka Penna, analityka, wiceprezesa Microsoftu ds. strategii, wcześniej dyrektora zarządzającego agencji Burson-Marsteller. Według niego amerykańskie elity, najlepiej wykształcona i najbogatsza część społeczeństwa jest dzisiaj mniej zainteresowana gospodarką, wyzwaniami strategicznymi, niż większość „zwykłych” Amerykanów, zainteresowanych opieką zdrowotną, dostępnością edukacji, problemami zatrudnienia etc. Elity zawsze myślały o czymś innym niż masy, ale teraz nastąpiło odwrócenie istniejącego przez dziesięciolecia porządku. W kampanii wyborczej doświadczeni dziennikarze sądzą, że przeciętnych odbiorców najbardziej interesują cechy osobowości kandydatów, czy to w jakich krawatach chodzą. Patrzą na innych dziennikarzy i utwierdzają się w swoich przekonaniach. Na ironię zakrawa fakt, że kiedy zapytasz elity, dlaczego koncentrują się na osobowości, powiedzą Ci, że „wyborcy” – czyli gorzej zarabiająca i wykształcona część Amerykanów – nie rozumieją problemów i dlatego tamci głosują na podstawie cech osobowościowych. W rzeczywistości, co pokazują badania, tak zwany amerykański tłum jest lepiej wykształcony i bardziej skoncentrowany na problemach niż kiedykolwiek wcześniej.

Jasne, analogie między Stanami Zjednoczonymi a Polską, zawsze są ryzykowne, ale możliwe że podobne zjawisko przytrafiło się elicie polskich mediów. Przez lata po 1989 roku dziennikarze i wydawcy upajali się rosnącymi pensjami, wpływami, pozycją. Powstawały nowe media. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu nowe stacje biznesowe toczyły bój o dziennikarzy, więc nawet początkujący żądali w Warszawie wyśrubowanych stawek. Zapomniano że ludzie mediów muszą mieć kontakt z odbiorcami, o który trudno żyjąc w kompletnie innym świecie. Generalnie wydawcy skoncentrowani na produkcji rozrywki, nie zauważyli że tak zwany polski tłum jest coraz lepiej wykształcony, coraz więcej rozumie. Obejrzy lekkie programy rozrywkowe, ale i publicystykę. Tymczasem w ogólnotematycznych kanałach non stop lecą telewizje śniadaniowe, filmy i  banalne seriale. W  TVP publicystkę okrojono, w TVN zupełnie skasowano. Zresztą przepraszam prawdziwych publicystów – obecnie słowem tym nazywamy zaproszenie do studia dwóch lub trzech gości, których prowadzący (na przykład Monika Olejnik czy Bogdan Rymanowski w TVN24) napuszcza na siebie, czekając aż wybuchnie kłótnia. Prawdziwa publicystyka jest wówczas, gdy to dziennikarz omawia zjawisko, jego przyczyny, przebieg i konsekwencje. Słucha obu stron i przedstawia widzom wnioski.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Media, Trendy i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Elity podatne na tabloidyzację

  1. Pingback: Krzysztof Stanowski o mediach, czyli lekarzu lecz się sam | Jakub Müller

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.