Krzyk przestrzeni 2

Zawsze, gdy mowa o kodeksie dobrych praktyk branży marketingowej to wiadomo, że założenia będą chwalebne, ale skończy się trochę niehalo. Znane są przypadki pijarowców, którzy należąc do branżowych związków prowadzili działalność dziennikarską, czy dziennikarzy prowadzących agencje public relations. Firmy nastawione na zysk tworzą kodeksy których przestrzeganie jest dobrowolne, a za złamanie jego postanowień nie grożą poważniejsze sankcje.  Zawsze więc znajdzie się kilka firm, które będą je łamać i zarabiać robiąc w bambuko tych, którzy są uczciwi. Czy kogoś dziwi, że przez takie firmy cała branża marketingowa ma łatką manipulantów i ściemniaczy?

Najlepiej działają regulacje odgórne, uchwalone przez administrację, choć jak pokazuje najnowszy przykład z Krakowa, i w tym przypadku bywa różnie. Otóż jakiś czas temu miasto wprowadziło regulacje obecności reklamy zewnętrznej w zabytkowym centrum – wtedy chwalił je na blogu specjalizujący się w tej tematyce, dziennikarz „Polityki”, Piotr Sarzyński. To nowość bo zasady  funkcjonowania reklamy zewnętrznej w przestrzeni publicznej, stworzone przez Izbę Gospodarczą Reklamy Zewnętrznej wiele firm po prostu olewało. W punkcie 9. wskazują one jasno, że nośniki nie powinny być umieszczane na obiektach zabytkowych – za wyjątkiem reklam remontowo-budowlanych. Tymczasem wystarczy wspomnieć, że w pewnym momencie co trzecia kamienica na rynku była zasłonięta reklamami.

Nowe zasady firmy przyjęły – z jednym wyjątkiem. Oto kilka dni temu „Dziennik Polski” opisał żenujący spektakl właściciela zabytkowej bez wątpienia kamienicy, który lekceważąc uchwalone przepisy próbuje zawiesić reklamę na fasadzie swojej kamienicy. Straż miejska reklamę ściąga, a właściciel pod osłoną nocy podejmuje kolejną próbę.

120926140651_kam2_large

Oczywiście najłatwiej powiedzieć, że główną winę ponosi Krwiożerczy Kapitalista Kamienicznik, który ma przecież prawo własności. Mam trochę do czynienia z administrowaniem kamienicą, więc wiem że właściciele są często osobami przypadkowymi, nie rozumiejącymi czym jest przestrzeń publiczna. Podobnie zresztą drobni przedsiębiorcy. Prawdziwy problem w tym, że według doniesień gazety, to nie tylko kwestia właściciela, ale firmy marketingowej Mediacore, która mając podpisaną umowę, wywiera na właścicielu presję, strasząc  koniecznością wypłacenia odszkodowania. Zabawne? To nie koniec. Nie zgadzając się z zakazem wywieszania wielkopowierzchniowych reklam na elewacjach kamienic, firma zamierza wejść w spór z władzami miasta, a nawet żądać oddania zdjętego baneru i odszkodowania. Czy tak dokładnie jest trudno powiedzieć bo firma przyjęła taktykę oblężonej twierdzy i nie chce przedstawić swojego stanowiska – sami też próbowaliśmy się z nią skontaktować.

media-core

Sytuacja pokazuje jak ciężko będzie organizacjom branżowym jak IGRZ czy odpowiedzialnym firmom jak AMS angażującym się w dyskusję nad przestrzenią miejską, poprawić wizerunek branży. Prezes tej ostatniej, Marek Kuzaka tłumaczył kiedyś rozsądnie, że planując nowe regulacje, warto tak osadzić je w realiach prawnych, aby gmina na swoim terenie miała rzeczywiste władztwo nad kształtowaniem przestrzeni . Nawet jak gmina takie władztwo uzyska, to trafi się pożal się boże marketer gotowy nagiąć prawo, żeby zarobić kilka złotych więcej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Outdoor, Prawo i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Krzyk przestrzeni 2

  1. Chris pisze:

    Właściciel kamienicy czy administrator bardzo często nie wie na ile może sobie w przestrzeni publicznej pozwolić, ale też ze strony agencji, która sobie zagnie na taką kamienicę parol, nie dowie się co jest możliwe i legalne. Zwykle bowiem w rozmowach podnosi się kwestię zysków materialnych, marginalizując kwestie prawne i formalne lub zwyczajnie je zatajając.

    Kodeksy moralne i etyczne są tworzone po to, by pokazać ludzką twarz branży reklamowej, ale na pewno nie po to by ich przestrzegać. Wystarczy przyjrzeć się warunkom rekrutacji i zatrudnienia w sygnatariuszach tych kodeksów…

  2. Jakub Mueller pisze:

    @Chris, sama idea kodeksu branżowego, jako formy samoregulacji jest dobra. Tyle, że od lat funkcjonuje w korporacjach, a więc w podmiotach notowanych na giełdzie, która wymaga od notowanych tam spółek przejrzystości. Zła reputacja przekłada się na cenę akcji. Na rynku marketingowym pełnym małych, prywatnych, ostro konkurujących firm, kodeksy branżowe stają się często karykaturą pierwotnego pomysłu.

  3. Chris pisze:

    Idea jest oczywiście słuszna, ale…

    Staje się karykaturą samej siebie, gdy inicjator powstania takiego kodeksu, łamie go na każdym kroku i nawet tego nie ukrywa.

    To tak jak policjant jadący do domu łamiący przepisy ruchu drogowego. Nie budzi zaufania za grosz.

  4. boardmaker pisze:

    Dla mnie śmieszna jest taka walka z wiatrakami. Przecież przez takie działania w środku nocy nic się nie osiągnie.. Tym bardziej walcząc z władzami miasta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.