Dyskusja pod wpisem o piractwie Tomasza Majewskiego

Wróciłem z urlopu, więc szerzej odniosę się do dyskusji pod poprzednią notką, o piractwie Tomasza Majewskiego i biznesie wytwórni muzycznych. W komentarzu ktoś zwrócił uwagę, że choć sam cytowany w tekście Zygmunt Baumann, nie uznaje dzielenia się myślą, wiadomością, poezją czy muzyką za kradzież, to przecież za jego książki wciąż trzeba płacić. Odpowiedziałem, że między gospodarką cyfrową, a tą fizyczną istnieje zasadnicza różnica: z książek wciąż wolimy korzystać na papierze. Gdyby były głównie w formie cyfrowej, tak jak muzyka, to też większość korzystałaby z nich za darmo. Blogonauta Chris stwierdził wtedy, że między treścią online i tradycyjną „nie ma żadnej różnicy”.
Otóż jest. Znowu odwołam się do cytowanego już Chrisa Andersona z magazynu „Wired”. W gospodarce atomów, wszystkie przedmioty istnieją fizycznie i z upływem czasu drożeją. W świecie online odwrotnie – rzeczy stają się coraz tańsze. Gospodarka atomów jest inflacyjna, a bitów zaś deflacyjna. Dlaczego?

Zgodnie z Prawem Moore’a cena jednostki przetwarzającej komputera spada o połowę w ciągu dwóch lat; koszt przesyłu i przechowywania danych spada jeszcze szybciej. Sieć łączy więc trzy wymiary: spadającą cenę sprzętu z rosnącymi możliwościami procesorów, przesyłania i przechowywania danych. Efekt: stopa deflacji w świecie online wynosi niemal 50 proc. Oznacza to – jak pisze Anderson – że jakikolwiek byłby koszt wyświetlenia filmu na Youtubie, za rok będzie on o połowę niższy. Wszystko wskazuje na to, że koszty prowadzenia biznesu w internecie zbliżają się do zera. To po prostu gwałtowny spadek kosztów istotnego czynnika produkcji, jaki zawsze niesie  rewolucja technologiczna – w tym przypadku spadek kosztów dystrybucji. W rewolucji przemysłowej w XVIII w. drastycznie spadł koszt pracy fizycznej, bo praca maszyn była tania w porównaniu z tą pozyskiwaną siłą mięśni ludzi i zwierząt. W efekcie okazało się, że fabryka może pracować 24 godziny na dobę zalewając rynek masowymi produktami.

Dzisiaj, konsumenci instynktownie rozumieją, że większość kosztów wytwórni płytowej czy wydawnictwa to nie honorarium autora, ale koszt wyprodukowania i dystrybucji przedmiotu. W formie cyfrowej ten koszt wynosi niemal zero. Dlatego gdy coś zaistnieje jako oprogramowanie szybko staje się darmowe.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Media, Trendy i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Dyskusja pod wpisem o piractwie Tomasza Majewskiego

  1. Chris pisze:

    Bełkot, bełkot, bełkot.

    Nie ma znaczenia ile procent ceny stanowią koszty wytworzenia, magazynowania, dystrybucji.

    Jeśli Cię nie stać na zakup – nie korzystasz.

    Czy miałbyś odwagę iść do sklepu i ukraść sobie spodnie, buty, kurtkę? Tylko dlatego, że uważasz iż są za drogie?
    Nie sądzę.

  2. Jakub Mueller pisze:

    @Chris, to dlaczego filmy czy muzykę ściągają z Internetu ludzie absolutnie uczciwi, którzy w realu nigdy niczego nie ukradli, choć na wiele rzeczy ich nie stać. I mówimy o milionach z różnych kontynentów i krajów.

  3. zawada.tv pisze:

    @Chris
    „Czy miałbyś odwagę iść do sklepu i ukraść sobie spodnie, buty, kurtkę? Tylko dlatego, że uważasz iż są za drogie?
    Nie sądzę.”

    Jeśli twoja analogia miała by być trafna, musiał byś pójść do takiego sklepu, i stworzyć sobie kopię butów, kurtki lub spodni. A nawet nie, nie do sklepu, stworzył byś tą kopie widząc takie spodnie czy kurtkę u kogoś, ponieważ większość „piratów” kopiuje pliki które znalazła w sieci, a nie ze strony producenta.

    Kolejna opcja- Kupiłeś spodnie, i zrobiłeś sobie na ich podstawie kilka kopii, rozsyłając je rodzinie. Nadal wydaje ci się to takie karygodne?

  4. Chris pisze:

    Moja analogia jest doskonale trafna.
    Ludzie zaczynają rozumieć istotę własności intelektualnej, gdy:
    a) porównać ją do rzeczy namacalnej.
    b) sami zaczną tworzyć i ktoś ich okradnie.

    Obrazowo rzecz ujmując.
    Jeśli zacznę kopiować teksty z tego bloga i zacznę je publikować na własnym blogu pod własnym imieniem, to autor, teraz pobłażliwy dla piratów, zmieni podejście i będzie szukał sposobu, by mnie zwalczyć. Jeśli zacznę na jego tekstach zarabiać, wkurzy się niemożebnie a jego chęć mordu wzrośnie kilkukrotnie.

    Dokładnie tak samo czują się wydawcy, którzy zainwestowali mnóstwo kasy w płytę, a tu jakiś cwaniak ją za darmo udostępnia.

    Celowo nie piszę o pobierających. Karę za piractwo powinno nakładać się tylko na udostępniających. Stosowną do liczby pobrań.

  5. boni pisze:

    „Wszystko wskazuje na to, że koszty prowadzenia biznesu w internecie zbliżają się do zera.”
    Projektant serwisu, grafik, programista, administrator, redaktor, ZUS, US, utrzymanie serwera… To koszty korzystania zbliżają się do zera. Nie koszty prowadzenia biznesu.

    Tyle mądrych słów, żeby powiedzieć, że większość ludzi nie płaci za usługi gdy ma taką możliwość i nie boi się że ktoś ich złapie za rękę. A twórcy… cóż, żyją przecież w gospodarce deflacyjnej.

  6. Jakub Mueller pisze:

    @boni, uściślam: pisałem o kosztach marginalnych. To koszt jaki ponosi producent w związku ze zwiększeniem wielkości produkcji danego dobra o jedną jednostkę (za Wikipedią, z której, nawiasem mówiąc, też możemy korzystać za darmo dzięki niskim kosztom marginalnym w sieci). W przypadku dystrybucji cyfrowej, to dodatkowy koszt dostarczenia jeszcze jednej kopii, poza „stałymi kosztami”, których wymaga sam sprzęt. Obojętnie czy filmik z Youtube dotrze do dziesięciu czy do dziesięciu milionów odbiorców, koszt jest z grubsza takim sam.

    Upraszczanie które robisz wygląda efektownie, ale w tym przypadku niewiele wyjaśnia bo temat jest trudny. Im więcej mądrych słów we wpisach i komentarzach, tym lepiej. A co do gospodarki deflacyjnej – sam jestem twórcą i muszę się z nią zmagać 🙂

  7. Pingback: Głos w dyskusji o piractwie, po wywiadzie z Hirkiem Wroną | Jakub Müller

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.