Głos w debacie o piractwie Tomasza Majewskiego

Gdy zobaczyłem w internecie wywiad z Andrzejem Pawłem Wojciechowskim z wytwórni muzycznej MJM Music PL z fragmentem  „Mistrz olimpijski Tomasz Majewski przez swoją niedawną wypowiedź podpadł wytwórniom fonograficznym i innym producentom. Nazywają go „Mistrzem-Złodziejem”, już wiedziałem, że będzie zabawnie. I faktycznie, ta rozmowa to kolejne potwierdzenie, że wytwórnie muzyczne nie rozumieją zmian jakie zaszły w ich biznesie.  Informacja na stronie MJM znowu na jedno kopyto: „Nasz mistrz bez zażenowania mówi „kradnę”.  Od lat słyszymy: kradzież, kradzież, kradzież. I nic, Polacy jak ściągali muzykę z internetu, tak ściągają dalej. Czy uznawanie wszystkich konsumentów, także Majewskiego, za nieuczciwych i niemoralnych do czegoś prowadzi? Klasyczna kradzież jest wtedy, gdy komuś  coś biorę, a on tej rzeczy nie ma. Mówił o tym kiedyś Zygmunt Bauman: „nie jest tak, że ludzie cudzą muzykę sobie zabierają, kogoś jej pozbawiając czy choćby jej autorstwo sobie przypisując. Oni jej tylko słuchają. To nie jest więc odebranie komuś własności. Jeżeli pozbawiam pana czegoś, np. pary spodni, to znaczy, że je kradnę, bo pan już tych spodni nie ma, a ja je noszę. Ale w wypadku dzielenia się myślą, wiadomością, poezją, muzyką nie rozumiem, w jakim sensie ma to być kradzież, skoro pan wciąż to ma”.

Piractwo w Internecie sprawia, że właściciel nic nie traci, ale mniej zyskuje. Jego koszty są nieuchwytne. Gdyby za jego muzykę trzeba było płacić, to większość  ludzie po prostu by jej nie kupiła. Konsumenci podświadomie rozumieją, że artysta włożył wysiłek w nagranie płyty, ale największy koszty czyli przesłanie muzyki, w przypadku internetu wynosi zero.

Idźmy dalej bo robi się coraz ciekawiej. „Zgodzę się, że płyty nieraz są niewspółmiernie drogie. Ale koncerny mają taką politykę. Na płycie musi zarobić wiele osób” – mówi Wojciechowski. Tak samo ja mógłbym mówić, że czytelnicy którzy czytają za darmo moje artykuły w Sieci, powinny płacić. Przecież na artykule musi zarobić wiele osób, a jego przygotowanie jest drogie. Dlaczego nie płacą? Biznes w Internecie jest oparty na bitach, a nie jak jak tradycyjny, na atomach. Każda informacja, która trafia do Sieci szybko tanieje, aż w końcu robi się darmowa. Nie znaczy to, że nie ma miejsca na płatne teksty, muzykę, filmy. Przykładem  system płacenia za artykuły Piano Media. Sprawdzony na Słowacji i w Słowenii, niedawno wszedł do Polski. Tyle, że płacić będzie niewielka grupa za skrojoną na miarę, ekskluzywną informację np. koncert transmitowany przez internet.

Wojciechowski przedstawia teorię, że „wytwórnie zajęte muzyką na CD i minidiskach, zlekceważyli dystrybucję internetową. Ludzie się przyzwyczaili i teraz trudno im się przestawić”. Hmm, równie dobrze można by stwierdzić, że dorożkarze zlekceważyli siłę motoryzacji, pasażerowie się przyzwyczaili i teraz trudno im wrócić do jeżdżenia dorożkami. Jakoś w Stanach Zjednoczonych dostęp do internetu jest powszechny od prawie dwudziestu lat,próbowano różnych metod walki z piractwem i nic . W 2010 roku sprzedaż płyt spadła o 12 proc. czyli o 47 mln. sztuk!

Wytwórnie mają wszystko: pieniądze, ludzi, doświadczenie, a tkwią w uporze, ciągle bijąc nas po głowach: złodzieje, złodzieje, złodzieje. Zamiast tego mogłyby bardziej wykorzystać sposoby zarabiania, które sprawdzają się za granicą. I nie chodzi o takie typu „sprzedawanie piosenki w Internecie za dolara”. Według naczelnego magazynu „Wired”, Chrisa Andersona, w Chinach nowe pokolenie muzyków potrafi wykorzystać piractwo jako formę darmowego marketingu na dużą skalę, zarabiając na koncertach, sponsorach. Wytwórnie działają kompleksowo: zamiast sprzedawać muzykę, przepakowują ją  i sprzedają w inny sposób. Produkują wideoklipy, strony internetowe, organizują biletowane festiwale sponsorowane przez duże firmy – na całym świecie rynek letnich festiwali wydłużył się w ostatnich latach i trwa nawet pół roku. China mobile zarabia na muzyce w formie płatnych dzwonków do komórek. Śmieszne? W 2007 roku firma zarobiła na tym miliard dolarów. Wytwórnie też mogą, choć może nie tyle. Pierwsze zapowiedzi nowego modelu pochodzą nie tylko z Chiny. Madonna ma kompleksową umowę z firmą LiveNations, na mocy której dzieli się z nią wszystkimi pieniędzmi, także tymi z koncertów i gadżetów. Wytwórnia MJM jest na rynku od 1990, więc muszą być naprawdę dobrzy w swoim fachu. Zamiast ciągle mówić o złodziejach, może lepiej skoncentrować się na zarządzania talentami i szukaniu nowego modelu biznesowego?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Media, Trendy i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Głos w debacie o piractwie Tomasza Majewskiego

  1. chris pisze:

    1. Jeśli nagrasz płytę a ja ją spiratuję, to Twoje straty, wbrew BREDNIOM, które głosisz, będą łatwo policzalne. Mnoży się liczbę skopiowanych egzemplarzy (nie ma z tym problemu, każdy serwer liczy pobrania) przez cenę pojedynczej płyty.
    2. Nie mów wydawcy jak ma prowadzić swój biznes. Nie podoba Ci się sposób dystrybucji muzyki, protestuj nie słuchając.

  2. aq pisze:

    Popieram autora wpisu. Mam bardzo zbliżone poglądy na temat piractwa.

  3. Jakub Mueller pisze:

    @Chris,

    ad. 1 Niezależnie ile razy powtórzysz brednie, brednie i złodziej, złodziej to błędnie zakładasz, że ten kto ściągnął płytę za darmo, zrobiłby to także wtedy gdyby musiał za nią zapłacić. Cena, nawet najniższa, tworzy psychologiczną barierę, której większość ludzi nie ma ochoty przekraczać. Różnica między zapłaceniem złotówki, dwóch albo trzydziestu złotych jest kwestią drugorzędną. Najtrudniej namówić ludzi, żeby zapłacili cokolwiek.

    ad. 2 Wydawcy, głównie duże wytwórnie, zaczynają rozumieć, że sposób w jaki prowadzą swój biznes w epoce Internetu sprawdza się słabo. W 2007 roku prezes Warner Music, Edgar Bronfman powiedział: „Przemysł muzyczny się rozrasta, ale przemysł płytowy nie”.

  4. ms pisze:

    ale za książki Z. Baumana wciąż trzeba płacić:-)

  5. Jakub Mueller pisze:

    @ms, oczywiście, ale różnica między książkami, a muzyką jest zasadnicza. Książki wciąż wolimy w formie fizycznej bo wygodnie się czyta, można wziąć do autobusu, mają długi czas życia i dobrą rozdzielczość 😉 Gospodarka cyfrowa (oparta na bitach) funkcjonuje według zupełnie innych zasad, niż gospodarka materialna (atomy). Gdyby książki zaczęły funkcjonować głównie w Sieci też większość ściągałaby je za darmo.

  6. chris pisze:

    nie ma żadnej różnicy.
    Zarówno książkę jak i muzykę musi stworzyć ktoś, kto ma coś mądrego do przekazania.
    Jeśli decyduje się oddać za darmo, jego sprawa, jeśli oczekuje za swoją pracę wynagrodzenia, możemy:
    a) zapłacić i mieć do czytania/słuchania
    b) obrazić się na żądanie pieniędzy i nie mieć, nie słuchać/nie czytać.

  7. Pingback: Blog przy Kawie » Blog Archive » Dyskusja pod wpisem o piractwie Tomasza Majewskiego

  8. zawada.tv pisze:

    @chris

    „Jeśli decyduje się oddać za darmo, jego sprawa, jeśli oczekuje za swoją pracę wynagrodzenia, możemy:
    a) zapłacić i mieć do czytania/słuchania
    b) obrazić się na żądanie pieniędzy i nie mieć, nie słuchać/nie czytać.”

    Jeśli rzeczywiście tak jest, że w twoim przypadku są tylko te dwie opcje, zakładam że nigdy od nikogo nie pożyczyłeś książki, i nie byłeś nigdy w bibliotece. W lokalu, kiedy leci muzyka zatykasz uszy, podobnie u fryzjera czy znajomego, prosisz żeby wyłączyli muzykę, w końcu nie płaciłeś za słuchanie.

  9. Chris pisze:

    @zawada.

    Żeby uczestniczyć w dyskusji o prawie autorskim, trzeba mieć choć odrobinę rozeznania w tymże.

    Podpowiedzi:
    Dozwolony użytek, egzemplarz utworu, autorskie prawa majątkowe, pola eksploatacji.

    DOUCZ SIĘ i wróć jak będziesz rozumiał niuanse.

  10. Pingback: Głos w dyskusji o piractwie, po wywiadzie z Hirkiem Wroną | Jakub Müller

  11. Pingback: Głośno ssący dźwięk Espresso | MŰLLER BLOG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.