Nikt nic nie wie, czyli odejście Tomasza Józefackiego z Agory

„Nie wiem, nie chcę mówić przez telefon, sam jestem zaskoczony” – to najczęstsze reakcje w branży, jakie napotykałem, próbując dowiedzieć się czegoś  o powodach odejścia z Agory członka zarządu odpowiedzialnego za Internet, Tomasza Józefackiego. Odejście to zbiegło się w czasie z wykupieniem przez Agorę 36 proc. udziałów w serwisie społecznościowym GoldenLine.

Nawet pracownicy pionu Internetu Agory są zaskoczeni, a przy tym równie rozmowni, jak dyplomaci Korei Północnej. Zresztą reakcja ta nie powinna dziwić, bo w spółkach giełdowych zwykle takie informacje trzyma się w tajemnicy do ostatniej chwili. O tym, że zmiana nie była przygotowana, świadczy fakt, że Józefackiego zastąpił tymczasowo prezes koncernu, Piotr Niemczycki.

Pojawiają się różne hipotezy, generalnie nikt nie wierzy w podaną formułkę o „powodach osobistych”. Były manager Agory przypuszcza, że Józefacki mógł po prostu dostać lepszą propozycję pracy. W końcu do Polski wchodzi niedługo kilku ważnych graczy, jak choćby Amazon.

Inny z moich rozmówców rozważał, czy aby nie zadziałał tu mechanizm korporacyjny: pozycja Józefackiego była na tyle istotna, a kompetencje na tyle duże, że ktoś mógł uznać, iż firma jest od niego zbyt uzależniona.

Pamiętam, jak Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych McDonalda żartował, że zaczynając pracę w koncernie na początku lat dziewięćdziesiątych, postanowił większość ważnych rzeczy „przechowywać w głowie”. Miało to uchronić go przed zwolnieniem. W przypadku Agory i Józefackiego kolejny z ekspertów wykluczał taką możliwość, przyznając jednocześnie, że nigdzie reformowanie starych mediów nie jest proste, więc i w Agorze niewykluczone są jakieś walki frakcyjne.

Wszyscy są zgodni, że Agora straciła świetnego managera. Branża internetowa potrzebuje takich ludzi, bo skończył się etap pionierski, oparty w dużym stopniu na improwizacji i zapale, a zaczął okres profesjonalnego zarządzania.

Kolejna zmiana, choć dużo mniejsze zaskoczenie, to wykupienie udziałów w GoldenLine. Raczej nie łączyłbym tego z odejściem Józefackiego, mimo że i takie opinie pojawiły się w Sieci. Dla GoldenLine, któremu  sporo ruchu odebrały Facebook czy LinkedIn, to chyba ostatni moment na znalezienie inwestora.

Jeden z szefów dużej polskiej firmy internetowej, do którego dzwoniłem, mówił że od dobrych kilku lat nie ma konta na GL. Sam coraz rzadziej korzystam z GL, chociaż mam w pamięci, że około roku 2006 i 2007 była tam cała branża – wtedy był to taki branżowy Facebook.

Kłopoty GL są o tyle zrozumiałe, że powodzeniem serwisów społecznościowych rządzi podobna zasada, jak w przypadku knajp. Nowy lokal przyciąga tych, którzy chcą być na bieżąco, śledząc nowinki – hipsterów. Ci z kolei sprowadzają znajomych, potem napływają kolejne grupy typu „znajomi znajomych”, aż w końcu miejsce nabiera masowej popularności. Zjawiają się ludzie, z którymi ci pierwsi nie chcą być kojarzeni, więc przenoszą się gdzie indziej.

Gdy w popularnym serwisie społecznościowym są już wszyscy nasi znajomi od podstawówki, rodzina i szefowie, zaczynamy nieco cenzurować komunikaty, więc jakość komunikacji spada i część użytkowników szuka sobie innego miejsca online.

Dla samej Agory, która ma serwisy rekrutacyjne, wejście w GoldenLine to sensowny ruch. Z tych samych powodów Grupa Pracuj założyła kiedyś serwis Profeo. Inna sprawa, że współpraca z Bebo nie wyszła Agorze na dobre.

Zobaczymy też, jak będzie wyglądało zarządzanie GoldenLine, w którym dotychczasowy właściciel zostaje na stanowisku, choć podobne rozwiązanie po przejęciu AMS dekadę temu w Agorze nie jest najlepiej wspominane.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing internetowy, Media i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.