Klapa na wejściu

Zastanawiające jak firmy dysponujące milionowymi budżetami na marketing, potrafią popełniać tak proste błędy. Epay wraz z T-Mobile i siecią stacji benzynowych Lukoil zorganizowały promocję dla użytkowników telefonów na kartę Tak Tak.  Doładowując konto na stacji Lukoil za minimum 50 zł, otrzymamy starter T-Mobile w prezencie.

Tyle w skrócie bo nie o samą akcję chodzi, a o sposób w jaki jest promowana. Jednym z kanałów dotarcia do klienta są naklejki na drzwiach wejściowych stacji benzynowych Lukoil . Wszystko bardzo estetyczne, z atrakcyjnymi zdjęciami. Wygląda po prostu świetnie.Dodajmy do tego, że w Polsce jest 130 stacji sieci, więc komunikat może dotrzeć tą drogą do  konsumenta.

Problem w tym, że nikt tego nie przeczyta.

lukoil3


Budynek stacji benzynowej to jedno z tych miejsc do którego wchodzimy załatwić konkretną sprawę – w tym przypadku zapłacić za paliwo, ewentualnie kupić kawę. Tak samo bank odwiedzamy, aby załatwić sprawę finansową, a aptekę żeby wykupić receptę. Nikt nie udaje się tam żeby coś pooglądać lub przespacerować się niespiesznie i ewentualnie coś kupić. Dopóki więc nie zrealizujemy naszego celu nie zainteresuje nas żaden, nawet najbardziej estetyczny i przykuwający uwagę napis reklamowy. Myślimy po prostu o czymś innym.

Nie jest to żadna nowość, Paco Underhill pisał o tym już dziesięć lat temu. Komunikat reklamowy na drzwiach stacji wydał mi się tak banalnie bezsensowny, nasuwając myśl, że może jednak coś w tym jest? Może gdzieś jest haczyk, który sprawia że plakat na rozsuwanych drzwiach jednak przyciąga uwagę klientów? Wybrałem się na stację sieci przy wylotówce z Krakowa w stronę Zakopanego i przez kilkadziesiąt minut obserwowałem klientów, sprawdzając kto i jak długo przeczytał napis na drzwiach.

Raz, że w rzeczywistości napis widać dużo gorzej, niż  na zdjęciu powyżej. Spośród dwudziestu klientów – wśród nich był m. in. aktor Marian Dziędziel – którzy mieli szansę odczytać komunikat (odliczyłem tych, którzy wchodzili, gdy drzwi były akurat rozsunięte) na napis zwrócił uwagę tylko jeden, a i to tyko dlatego że po zatankowaniu czekał przed samochodem na współpasażera, który akurat rozmawiał przez telefon. Wszyscy inni wchodzili szybkim, zdecydowanym krokiem, żeby zapłacić za paliwo – po to zatrzymali się na stacji.

Napis miałby jakąś szansę, gdyby składał się z maksimum trzech słów, samego hasła. Ten jest za długi, przegadany, przeczytanie go zajmuje ok. trzy sekundy. W ogóle żeby komunikat odniósł skutek wystarczyłoby tylko umieścić go kilka metrów dalej, w miejscu gdzie klienci nudzą się czekając w kolejce do kasy. Mając chwilę czasu i rozglądając się wokoło, niektórzy chętnie przeczytaliby jakiś napis. Podatniejsi na komunikat byliby także wtedy, gdy wychodzą po załatwieniu sprawy.

Marketerzy, jeśli chcecie dotrzeć z komunikatem do klienta na stacji benzynowej to zamiast wieszać plakaty tam gdzie akurat jest miejsce, pomyślcie przez chwilę co czuje klient i jak się zachowuje. Albo nie wieszajcie tych plakatów w ogóle.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Obsluga klienta, Outdoor i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.