Wirtualna wojna w Libii

Termin „wojna wirtualna” o której pisał Edwin Bendyk w „Zatrutej Studni”, przypomniał mi się gdy zobaczyłem zdjęcia jakie pojawiły się na portalach internetowych po rozpoczęciu się interwencji w Libii. Nieliczne — na wszystkich portalach te same, wyglądały na ściśle wyselekcjonowane:  nocne odległe wybuchy, okręty wystrzeliwujące rakiety, ewentualnie żołnierze w bazie przygotowujących samoloty do akcji. Niewiele dziennikarskich relacji czy mocniejszych zdjęć. Wszystko jakby odhumanizowane, podporządkowane temu aby nie wstrząsnąć opinią publiczną. O działaniach wojennych w dużym stopniu decyduje to co przedostanie się do mediów.

Najlepszą definicją wojny wirtualnej był rysunek z „New Yorkera” zatytułowany „War Room” (Pokój Sztabowy). Przedstawiał generała i cywila — prawdopodobnie ministra obrony, którzy pochylają się nad mapą świata. III wojna światowa? Hmm, ok ale pamiętaj że nikomu nie może stać się krzywda — mówi  cywil.  Rozwój techniki wojskowej i tzw. inteligentnego uzbrojenia pozwolił prowadzić Amerykanom i ich sojusznikom prowadzić operacje wojskowe niemal bez strat własnych: począwszy od wojny w Iraku, aż po apogeum czyli wojnę powietrzną w Kosowie. Za koniec koncepcji uznaje się atak na World Trade Center, który wymusiły powrót do klasycznych, przynoszących ofiary, wojen w Iraku i Afganistanie.

Interwencja w Libii to znowu klasyczna wojna wirtualna, pozbawiona świadomości walki na zasadzie:  „zabijasz i sam możesz zostać zabity”. Co charakterystyczne, zachodnia opinia publiczna ceni co prawda racje moralne w imię których prowadzona jest interwencja (Dlaczego Polska nie bierze udziału w interwencji. Czy możemy bezczynnie patrzeć na to co robi Kaddafi — pytała w sobotę prezydenckiego doradcę jedna z dziennikarek), ale jeszcze bardzie ceni życie swoich żołnierzy. Gdyby było ono zagrożone presja na zakończenie działań byłaby gigantyczna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Media, Trendy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.