Wybory bez reklamy telewizyjnej

Wreszcie – to najkrótszy komentarz po decyzji o zakazie emisji telewizyjnych spotów wyborczych. Telewizjom nie zaszkodzi, a partie zmusi do większej kreatywności w docieraniu do wyborców.

Dla stacji telewizyjnych dochody z reklam wyborczych to margines  czasu antenowego kupowanego przez firmy. Według szacunków robionych przez radio RMF, po wyborach trzy lata temu, największe partie (PO,PiS i SLD) wydały na reklamę telewizyjną ok. 1/3 budżetu wyborczego czyli nie więcej niż 10 mln zł każda. W pierwszej połowie 2010 roku tylko TVN zarobił na reklamach 1,6 mld, więc te kilkadziesiąt mln podzielonych na kilka stacji telewizyjnych nie ma wielkiego znaczenia. Dla prasy lokalnej, do której częściowo skierowany zostanie strumień pieniędzy będzie to bardziej odczuwalne. Partyjni sztabowcy i specjaliści od marketingu politycznego będą musieli zastanowić się nad nowymi sposobami dotarcia do wyborcy. Kto wie, może pojawi się kreatywna akcja internetowa, choć minimalnie nawiązująca do tej zwycięskiej kampanii Obamy?

Narzekanie PiS o zagrożonej demokracji nie dziwi o tyle, że Jarosław Kaczyński usunął z partii wszystkich, którzy potrafili przykuć uwagę mediów, dobrze wypadali przed kamerą, mieli osobowość – na czele z autorami kampanii prezydenckiej z 2010 roku. Odchodzili m. in. Ludwik Dorn, Marek Migalski, Joanna Kluzik- Rostkowska, Adam Bielan, Michał Kamiński, Paweł Kowal. Wyrazisty jest Antoni Macierewicz, ale on  w swoim wariactwie dawno odleciał w kosmos. Do tego występując w telewizji skupia się na udowadnianiu dziennikarzom niekompetencji. Zbigniew Ziobro z kolei ma chyba największy w Polsce elektorat negatywny.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marketing polityczny i miejsc, Media, Trendy i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.